Cisza nocna
Bartosz M. Kowalski nie boi się szarżować i przekraczać granic. To gość, który pokazał jak dwójka chłopaków katuję niemowlaka na torach. Miało to miejsce w filmie "Plac zabaw" (2016). On też odpowiada za "W lesie dziś nie zaśnie nikt". To miał być ten pierwszy polski slasher. Zaangażował tam Julię Wieniawę, co może nie było to najrozsądniejszym wyjściem. Domyślam, że był to chwyt marketingowy by film się lepiej sprzedał. Reżyser z Gdyni teraz pozostaje w konwencji horrorowej choć moim zdaniem tu mamy bardziej do czynienia z dramatem.
Śledzimy losy Lucjana (ostatnia rola Macieja Damięckiego), który trafia do domu starości na czas remontu. Mężczyzna im dłużej znajduję się w ośrodku tym czuję się bardziej bezwartościowy i ma obawy, że wyjdzie stamtąd w plastikowym worku. To bardzo powolny i subtelny seans. Obserwujemy losy ludzi, którzy są pogodzeni ze swoim losem a mimo metryki tak bardzo boją się odejść. Nasz bohater nadal przeżywa traumę związane z utratą żony. Ma on koszmary nocne i liczne przywidzenia oraz obrazy z przeszłości. Tak jakby umierał. Na tym tle film sprawdza się, choć fabularnie na ekranie niewiele się dzieję.
Mamy też potwory. One są zupełnie zbędne i chyba są jedynie fanaberią twórcy, by zrobić lepszą promocję do filmu, bo ta tematyka i takie tempo nie sprowadzi do kin tłumów. To kino bardziej artystyczne niż komercyjne. Na pewno mocnym punktem są tu kreację aktorskie. To wypada niezwykle wiarygodnie i przekonująco, choć trudno na zdrowy rozum zrozumieć to co wydarzyło się na ekranie. Niech nikomu nie przyjdzie do głowy iść na to do kina z myślą, że zobaczą coś a la "W lesie dziś nie zaśnie nikt". To zupełnie inna bajka.
Ocena: 6/10
.jpg)




Komentarze
Prześlij komentarz