Wybraniec
Film, który rozzłościł kandydata na prezydenta USA Donalda Trumpa. Nie byłem szczególnie zaskoczony, bo on słynie z przewrażliwienia na swoim punkcie, a po za tym jednak on wychodzi tu trochę na kreaturę. Co prawda stał się taki za sprawą mocno kontrowersyjnego prawnika Roy'a Cohna. Znakomity w tej roli Jeremy Strong. Możecie go kojarzyć z "Sukcesji". Większość część filmu to proces zatruwania umysłu Trumpa przez tego prawnika, który uczył go, że tylko niemoralne metody, pozbawione jakichkolwiek skrupułów doprowadzą go na szczyt. Nawet już potem sam Trump mówi do swojej przyszłej żony Ivanki: ludzie dzielą się na zabójców i przegranych. Nietrudno domyślić za kogo były prezydent USA się uważa.
Dla mnie każda scena Trumpa z prawnikiem jest absolutnie genialna. Wątek Ivanki wydaję mi się dość nudny. Twórcy jednak nie ukrywają, że w dużej mierze o tej pierwszej relacji jest ten film a końcówka ewidentnie musiała najbardziej Trumpa wkurzyć, bo ona pokazuję, że uczeń przebił mistrza i myślę, że wielu wyborcom może taki typ prezydencji nie przypasować. Niektórzy jednak wolą mieć w państwie silne przywództwo. Często przewija się wątek, jak Trump powtarza jak bardzo kocha Amerykę. To jednak też zapożyczył od prawnika. Mamy też wątek surowego ojca, który wywarł na niego ogromny wpływ. Kończy się on ponownie nie po myśli Trumpa, bo wychodzi na nieczułego naciągacza.
Na koniec muszę pochwalić Sebastiana Stana, który wcielił się w postać byłego prezydenta. FENOMENALNA rola!!! To jest oscarowa kreacja. W filmie nie widzę Sebastiana Stana tylko Donalda Trumpa. W każdej scenie jest niesamowicie wiarygodny. Hollywood jest mocno lewicowy, także zapewne nie otrzyma on nominacji ale wielki szacun dla niego, że się odważył zagrać w tym filmie. Na pewno wielu jego kolegów i koleżanek z branży będzie krzywo na niego patrzeć. Polecam iść do kina, bo to niezwykle cenny seans, zwłaszcza dla nas, którzy często nie mają pojęcia kim są ludzie kandydujący na prezydenta.
Ocena: 8/10




Komentarze
Prześlij komentarz