Ojciec roku
Michael Keaton w komedii dla całej rodziny. Zwiastun sugerował oklepaną kliszę, że do tej pory zajęty i niedostępny ojciec nagle przeistacza się w Pana Domu. Twórczyni nie poszła tą drogą, a może szkoda, bo paradoksalnie właśnie sceny Michaela Keatona z jego dziećmi są najlepsze. Zwłaszcza te z córką z pierwszego małżeństwa. W tej roli Mila Kunis. To właśnie jej sceny z Michaelem Keatonem ratują ten projekt.
Film rozpoczyna się od sceny, gdy mężczyzna odbiera telefon od swojej żony, która oznajmia mu, że poszła na odwyk a on ma się zająć dwójką małych dzieci. Nasz bohater jest po 60-tce ma córkę 36 letnią i dwójkę z drugiego związku, które są bliźniakami i mają po 9 lat. Do tego Keaton zarządza galerią sztuki. Ona kroczy ku upadkowi. Dodatkowo w filmie pojawia się wątek gejowski, bo nasz bohater w szkole spotyka mężczyznę, który ma chorego na padaczkę syna i jak się przyznaję miał partnera. Nie wiem w jakim celu Keaton sam zaczyna się z nim zadawać. Czy jakby on był samotnym ojcem hetero to w kontekście tego wątku coś by to zmieniło? W tym momencie włączyła mi się lampka ostrzegawcza i sprawdziłem w telefonie kto odpowiada za ten projekt. Okazało się, że kobieta. To wiele tłumaczy. Do tej pory zrobiła jedynie film z Reese Whiterspoon. Także już ma doświadczenie z pracy z dużymi nazwiskami. Tu mamy jeszcze mocno zapomnianą Andie McDowell. Teraz bardziej znana jest jej córka. Niedawno zagrała w kontrowersyjnej "Substancji" czy wcześniej miała epizod w filmie Tarantino.
Początkowy koncept wydawał się ciekawy ale potem na ekranie powiało nudą. Momenty ciekawe to, gdy pojawia się wątek Keatona i jego relacji z dziećmi. Niestety ten film wrzucił inne jeszcze. Choćby ten, że nasz bohater ma przekonać córkę zmarłej artystki by powierzyła jej dziedzictwo galerii Keatona. Ten wątek kończy się dość przewidywalnie i robi z niej materialistkę i został wrzucony chyba tylko po to by skłonić naszego bohatera do radykalnych zmian w swoim życiu. Tak naprawdę, gdyby nie były Batman to ten film byłby zupełnie niestrawny i już dawno bym na nim zasnął. Tutaj trafiają się dobre momenty ale po chwili wrzucane są wątki z przyjacielem gejem i ciekawość poprzedniej sceny zostaję zabijana. Uważam, że to jeden z tych filmów, które można obejrzeć na Netflixie i nie uznacie wtedy tego za stratę czasu. Sceny dramatyczne wychodzą mało przekonująco. Nie zaśmiałem się ani razu. Nie powiem, że to zmarnowany potencjał, ale obejrzenie tego filmu nic w moim życiu nie zmieniło.
Ocena: 5/10





Komentarze
Prześlij komentarz