Miasteczko Salem (MAX)
Czytałem, że ten projekt leżach w szufladzie przez trzy lata. Po obejrzeniu go jestem w stanie zrozumieć: dlaczego. Adaptacja powieści Stephena Kinga. Było ich już setki i chyba tylko "To" oraz "Lśnienie" były udanymi. Przed seansem czytałem opinię zagranicznych krytyków, którzy zastanawiali się czym w zasadzie chciał być ten projekt: filmem grozy czy czarną komedią.
Oglądając początkowe 30 minut filmu zastanawiałem się skąd podejrzenie o satyrę w tym przypadku? Potem jednak już zrozumiałem, bo potem przeistacza się w nieudaną parodią i totalny odlot, który zapewne był świadomym działaniem by nie popaść w sztampę. Na MAX opis film jest manipulacyjnie zachęcający. Wspominają o morderczym wampirze. To brzmi ciekawie, prawda? Zwłaszcza, gdy umieścimy na tym stanowisku kogoś charyzmatycznego i magnetycznego. Tutaj historia skupia się na pisarzu, który wraca do mieściny. Spotyka tam swoją ukochaną z dzieciństwa. Do tego mamy wątek zaginięcia dziecka. To jedyne co zapamiętałem, a potem już totalne głupotki. Zero budowanie postaci i relacji międzyludzkich.
Został mi w głowie jeszcze czarny dzieciak z dużymi okularami. Tego zaginionego również kojarzę z jakiegoś innego projektu ale mogłem sobie przypomnieć, którego. Ciężko jest mi powiedzieć coś o aktorach, bo zarówno w konwencji poważnej jak i tej komediowej żaden z nich się nie sprawdza. Koszmarnie zły film. Nie radzę go tykać, do tego ten montaż w końcowej fazie filmu. Można dostać zawrotów głowy. Czego jednak oczekiwać po scenarzyście "Zakonnicy"?
Ocena: 3/10




Komentarze
Prześlij komentarz