Joker: Folie a deux

 



 Sporo osób czekało na te premierę. Ja rzecz jasna do tego grona nie należałem. Wręcz obawiałem się sequela, mimo, że za projekt ponownie odpowiada Todd Philips. Lady Gaga dołączyła do obsady jako tajemnicza wielbicielka głównego bohatera. Arthur Fleck (Joker) siedzi w więzieniu po dokonaniu sześciu zbrodni. Widzimy go w fatalnym stanie, jakby druga osobowość w nim zanikła. Odzyskuję ten "blask" za sprawą Lee (Lady Gaga). Jej postać owiana jest szeregiem zagadek. Oczywiście w połowie filmu poznajemy jej motywację i obecną sytuację życiową. Nie zachęca to do polubienia jej. 




Oboje są niezwykle zaburzeni i mimo, że śledzimy ich losy to nie powinno się im kibicować. To psychopaci pozbawieni choćby grama empatii. Początek jest obiecujący. Mamy zalążek czegoś ciekawego za sprawą przesłuchania mającego doprowadzić do niepoczytalności, bo inaczej będzie proces. Mamy panią prawnik, która ewidentnie jest profesjonalna ale ma niezwykle ekscentrycznego klienta, który nie słucha jej porad. Do tego Lady Gaga miesza mu w głowie zachęcając do stania się Jokerem już tak na dobre. Ciężko jest mi ocenić poziom aktorski piosenkarki, bo ona tu więcej śpiewa niż gada. Co więcej stało się w tym projekcie coś dziwnego. Co chwilę widzimy sceny, gdy ktoś pali papierosy. To miała być jakaś sugestia fabularna a może nawiązanie? Jak ktoś to zrozumiał to proszę o uświadomienie mnie.




 Moim zdaniem najnowszego Jokera zabija muzyka. Nawet pod koniec filmu jest scena, gdy Joker mówi do Lady Gagi by w końcu przestała śpiewać. Szkoda, że nie powiedział jej tego jakąś godzinę wcześniej. Każdą bardzo dobrą scenę niszczy tu bezsensowne muzykowanie. Joaquin Phoenix robi co może ale niewiele więcej mógł zrobić. Zazwyczaj sequel ma służyć temu by naprawić błędy pierwszej części. Tutaj jedyna rzecz in plus to ograniczenie śmiechu głównego bohatera. Oprócz klimatu i kilku dobrych scen nie bardzo jest tu co pochwalić. Nie wiem kto wpadł na pomysł tego śpiewania ale to totalnie zepsuło mi seans. Rozumiałbym jeszcze gdy te melodie miały sens i urzekały jak choćby w "Wonce" czy Mean Girls" ale tutaj jest odwrotnie. Nie jest to najgorszy film roku ale po prostu jeden z najbardziej niepotrzebnych od dekady.






Ocena: 5/10

Komentarze

Popularne posty