Dziki robot
Na każdym kroku recenzenci rozpływają się nad tą propozycją. Jestem już po seansie i trochę moim zdaniem przesadzają. Oczywiście jest to dobrze napisane, dialogi również są ok, ale cała historia jest dość prosta i sama więź między robotem a gęsią nie jest aż tak dobrze zbudowana by mi na koniec miały polecieć łzy. Mamy tutaj koncept delikatnie przypominający "Epokę Lodowcową". Czyli niemowlę, którym opiekują się inne stworzenia. Dostajemy tutaj trio przyjaciół. Rodzi się między nimi więź. Sporo tu jest ciekawych zabiegów ale nie powiem bym jakoś szczególnie był rozemocjonowany. Zabrakło mi więcej scen z udziałem tego tria. Takich, które zbudowały by jakoś relację i bym ja na koniec płakał jak bóbr, bo jak wiadomo taka historia nie może się dobrze skończyć.
Fabuła opowiada losy robota o imię "Rozz", który odnajduję jajko, z którego wykłuła się malutka gęś. Ma za zadanie nauczyć go latać i pływać. Z tym drugim sprawa idzie dobrze ale gorzej z tym pierwszym. Do tego duetu dołącza znienawidzony przez wszystkich lis. Historia jest prosta ale naznaczona wieloma ciekawymi scenami i myślę, że zarówno dzieci jak i dorośli to kupią.
Ja chyba spodziewałem się czegoś więcej. W tym roku nie ma jakichś szczególnie wybitnych animacji, tak więc można umieścić ją w czołówce. Domyślam się, że ta prostota wynika z grupy docelowej. Przekaz jest dość oczywisty i tu można debatować czy twórcy nie powinni pójść jeszcze krok dalej i pocisnąć łzami mocniej? Od mojego wpisu biję jakbym uznał ten projekt za przeciętny ale wcale tak nie jest. Myślę, że warto wybrać się do kina.
Ocena: 7/10





Komentarze
Prześlij komentarz