Substancja

 



Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów czuję się po seansie kinowym zmieszany. Z jednej strony jestem zahipnotyzowany tym co zobaczyłem ale z drugiej strony mam mocno ambiwalentne odczucia po zakończenie . Najbardziej szalony film jaki w życiu widziałem, a jak wiadomo widziałem w życiu tysiące rzeczy. Mamy historię podstarzałej gwiazdy telewizyjnej. W tej roli mocno zapomniana Demi Moore. Uważam, że to był dobry wybór. Kobieta traci pracę i popularność. Nagle (lekki spojler) ulega wypadkowi samochodowemu i w szpitalu jeden z lekarzy podrzuca jej do torebki w postaci pendrive'a numer telefonu jeżeli chcę "odmienić swoje życie". Ogląda filmik i tam dowiaduję się co musi zrobić by znowu być młoda. Rozbija się to o tajemniczą substancję. 




Co ciekawe w trakcie całego filmu nie ma wzmianki o tym kto to stworzył i jakie mogą być skutki uboczne. W przesyłce kobieta ma zastrzyki i całą instrukcję jak ten eksperyment działa.  Co zaskakujące, mimo ogromnej popularności kobieta jest ZUPEŁNIE sama. Nie ma nawet wzmianki o matce, ojcu czy mężu. Jedyne co kobieta ma to popularność, a w zasadzie MIAŁA. Mamy dwie kobiece rolę. Starsza wersja to Demi Moore a młodsza Margaret Qualley. Obie są znakomite .Wiadomo, że cała historia nasączona jest ogromnym absurdem i dla wielu może być satyrą o starzejących się gwiazdach showbiznesu czyli chęć bycia zawsze pięknym i sławnym. To zresztą można też przypiąć do innych tematów. Choćby utraty kogoś bliskiego, z którym się żyło 50 lat albo dłużej. Potem zostajesz sam i musisz coś zrobić ze swoim życiem. Nasza bohaterka całe życie miała swoją karierę, popularność a teraz nagle to wszystko zniknęło. Nie chciałbym jej usprawiedliwiać, bo mimo, że jest ona po 50 tce, to nadal wyglądała mega atrakcyjnie, także jej postępowanie jest totalnie nieracjonalne. Początkowo wydawało mi się, że film chcę być takim projektem, gdzie metafory będą ukryte a nie takie wyłożone kawa na ławę i takiego też spodziewałem się zakończenia. Niestety twórcy mają nas za debili i wątpili w naszą przenikliwość i wiedzę. Ostatnia scena jest bardzo oczywista w odbiorze. Ten projekt zasługiwał na nieco inną puentę. 




Tutaj jest tak pełno znakomitych fabularnie i wizualnie pomysłów, że można by napisać recenzję spojlerową na trzy strony i punktować. Choćby ta pierwsza z żółtkami czy dwa zbliżenia na twarz Dennisa Quiada gdy mlaska i pali papierosa. To było efektowne i pomysłowe. Wszystko byłoby super. Dałbym ocenę 10 i nazwał ten film najlepszym nie tylko w tym roku, gdyby nie zakończenie, które było dla mnie niesmaczne i przesadzone. Wiem, że cały ten projekt był opakowany jako dzieło kontrowersyjne ale choćby przez te sceny kilka osób wyszło z seansu i rozumiem ich, bo ja również czułem się niekomfortowo. To był wyjątkowy seans, bo w pewnym momencie kilka osób zaczęła się z tych końcowych sekwencji śmiać. Domyślam się co ich bawiło ale jakoś nie potrafiłem podzielać ich reakcji. Jeżeli macie mocne nerwy to zapraszam na seans, bo to rzecz mocna i nie dla każdego!!!!





Ocena: 8,5/10

Komentarze

Popularne posty