Chłopaki nie płaczą (2000)
Niektórzy nazywają ten projekt klasyką polskiego kina rozrywkowego. Coś w tym jest, bo jednak po latach ciągle pozostały z nami symboliczne teksty, z których często powstają memy. Mam tu na myśli choćby ten Michała Milowicza, gdy oglądają film "Śmierć w Wenecji" brzmi on: zaraz się rozkręci. Nie mówiąc już o słynnym różowym świetle Gruchy. Dziś ta produkcja pojawiła się w Cinema City także obejrzałem sobie na dużym ekranie i mogłem sobie nieco z innej strony na niego spojrzeć.
Zwróciłem uwagę na jeden aspekt. Dużo tu jest zbliżeń na twarze. Wyliczyłem chyba z 5 albo 6. To nie jest nachalne także umieściłbym to po stronie plusów. Swego czasu w polskim kinie dużo było produkcji, które nawiązywały do "Pulp Fiction" i do wątków dwóch gangsterów i takiej gadki szmatki, która ma być zabawna i błyskotliwa. Tutaj to naprawdę wypaliło, bo każda scena rozmów Gruchy (Mirosław Zbrojewicz) i Freda (Cezary Pazura) jest wręcz wybitna. Ten drugi pokazał tu swoje inne oblicze. Nie był komediowy, tylko naprawdę pokazał się jak zimny gangster i nie popadł w kicz. Mamy też wątek pryszczatego kolegi Macieja Stuhra, który zakochuję w prostytutce.
Oglądając po latach nadal to ujmuje i chcę się śledzić losy tych bohaterów. Myślę, że siłą tego projektu jest to, że on wie czym chcę być i nie popada w tani kicz i te żarty w większości są w punkt. Wiadomo, że fabuła nie jest jakaś szczególnie urozmaicona, bardziej opiera się to na skeczach i tym by było wesoło. Taka czarna komedia made in Poland. Za kamerą mamy tu Olafa Lubaszenke i szereg gwiazd w obsadzie. Myślę, że każdy z was czytających już widział i ma swoje ulubione sceny. Moje są te z udziałem Gruchy i Freda. Zazwyczaj nie zwracam na to uwagi ale pochwaliłbym tu montaż. Te sceny naprawdę są bardzo zgrabnie sklejone i cała historia przekazana w bardzo przystępny sposób. Polecam pójść do kina póki jeszcze jest.
Ocena: 8/10




Komentarze
Prześlij komentarz