Bulion i inne namiętności
Niestety od jakiegoś czasu byłem karmiony zwiastunem tego filmu w kinach. Miałem opory przed tym seansem. Zwiastun przedstawiał tanie love story z gotowaniem w tle. Na zasadzie od żołądka do serca. Na Filmwebie oceny są wysokie i to bardzo, byli jednak tacy, (z którymi ja po seansie muszę się zgodzić) którzy nazywali to wprost przerostu formy nad treścią. Peany pochwalne od tych ludzi były za sprawą wątków kulinarnych i tego jak kusząco jest tu przedstawione. Zapachy z ekranu lecą i rzeczywiście używając wyobraźni można było poczuć zapach tych potraw, Mi zapadł w pamięć Omlet Norweski. Wyglądał naprawdę smacznie.
Mamy historię kucharza, który chyba jest jakaś wielką szychą, bo co chwilę przyjmuję jakichś znamienitych gości Pomaga mu w kuchni Eugenie, która ma doświadczenie kulinarne za sprawą matki i ojca, który był słynnym cukiernikiem. Od początku nie do końca wiadomo w jakiej relacji jest szef kuchni z kobietą. Mówią sobie na Pan/i także raczej nie są małżeństwem. Z filmu dowiadujemy się, że mężczyzna by chciał ale kobieta wolała żyć bez ślubu. Generalnie słodycz biję od pierwszej do ostatniej sceny, Tutaj wątki przykre są przykrywane gotowaniem, choć paradoksalnie wcale nie jest go tak dużo jak sądziłem, że będzie. Ci recenzenci narzekali, że sceny w kuchni znakomite ale jak już chodzi o fabułę i budowanie relacji to film siada i robi się nudno. Niby racja ale mnie osobiście bardziej obchodziły postacie niż oglądanie gotujących się ziemniaków, co nie zmienia faktu, że mam sporo zarzutów do tego co zobaczyłem. Po pierwsze: film trwa ponad 2 godziny!! Po co? O jakieś półgodziny za długo. Przez ten długi metraż relację międzyludzkie w ogóle nie wybrzmiały i jak doszło do szokującego zwrotu akcji to jakoś tak obojętnie mi się zrobiło. Dla mnie niby to było zaskakujące ale trochę na siłę byle dodać ciekawości tej fabule i by widz miał taką rozkmine: ale co będzie dalej? Jaki sens ma dalszy metraż? Ja do teraz nie wiem, choć bardzo podobała mi się ostatnia scena, mimo, że znacznie lepiej by wybrzmiała, gdyby była jakaś podbudowa wcześniej a to niby wyszło oryginalnie ale z drugiej trochę na pokaz.
Mamy tutaj na ekranie Juliette Binochet. Mam wrażenie, że jej filmografia liczy sobie już chyba 200 pozycji. Ona zawsze jest świetna, także nic odkrywczego tu nie napiszę. Ciekawy wydał mi się wątek małoletniej dziewczynki, która pracowała tam na kuchni. Widać, że czuła się tam świetnie i niezwykle ciągnęło ją do gotowania. Nawet Eugenie naciskała na swojego szefa by jej pomógł wejść na wyższy poziom. Nie jest to tak dobry film jak piszą recenzenci na Filmwebie ale obejrzenie go nie wprawi was w NIESMAK.
Ocena: 6/10




Komentarze
Prześlij komentarz