Beetlejuice Beetlejuice
Kolejny powrót po latach. Widziałem "Sok z żuka" Tima Burtona bardzo dawno, dlatego musiałem go sobie obejrzeć ponownie. Zrobiłem to zaraz po seansie kinowym. To filmy bardzo podobne. Nie znając tytułu z całą pewnością rozpoznalibyście, ze zrobił te projekty jeden gość. Czy to jest udany i potrzebny powrót? Mam mieszane uczucia bo niczego po tym seansie nowego się nie dowiedziałem. Śledzimy losy Lydii (wystąpiła w filmie z 1988 roku), która już jest dorosła i ma córkę. Jej mąż zginął i od tego czasu nie żyją za dobrze z córką. Nagle umiera ojciec Lydii i wszyscy powracają do Winter River. Tam zaczynają się dziać dziwne rzeczy, jedynym ratunkiem okazuję się nasz tytułowy Beetlejuice. Mamy tutaj balansowanie między życiem a śmiercią ale w tonie bardzo sarkastyczno-bajkowym. Typowy Tim Burton.
Ten film to jeden wielki chaos i przerost formy nad treścią, ale w tym przypadku niekoniecznie musimy to uznawać za wadę. Fabuła ma drugorzędne znaczenie i to widać, bo wiele wątków zostaje rozwiązanych na jedną scenę a w innych filmach potrwałyby z 20 albo 30 minut. Sporo szalonych i niezwykle barwnych pomysłów. To wygląda trochę tak jakby nas wpuszczono do głowy Tima Burtona a my podróżowalibyśmy po jego świecie. Ma to być czarna komedia pomieszana z horrorem ale nie ma za dużo scen do śmiechu a tym bardziej do strachu.
Był jeden moment , gdy myślałem, ze może twórca zmieni konwencję i pójdzie w łzawe klimaty, bo jeden z bohaterów wygłasza słowa, że po śmierci obserwuje swoją córką i żonę i ich strzeże. To już jest mocno dramatyczny tekst, z którego można zrobić niezwykle wzruszający wątek, ale może na szczęście Burton sobie odpuścił. Ostatnie jego projekty nie zachwycały ale tutaj widać, ze puścił wodze fantazji. Mamy tutaj prawdziwą plejadę gwiazd na ekranie. Od Jenny Ortegi, po Williama Dafoe, Monice Bellucci czy Winonę Ryder. Nie zapominając o znakomitym Michaelu Keatonie, który po latach jest w jeszcze lepszej formie. Wyobrażam sobie, ze wielu osobom może ta produkcja przypaść do gustu i w jakimś stopniu to rozumiem, bo to jest klasyczna gra na sentymencie. Ludzie z natury lubią to co znają i dlatego mimo, że ja osobiście nie jestem zachwycony tym co zobaczyłem to polecam iść do kina.
Ocena:6/10





Komentarze
Prześlij komentarz