Obcy: Romulus
Pierwsze recenzje były pozytywne. Ja szedłem jednak z niepokojem i wielkimi obawami. Moje przeczucia okazały się uzasadnione. Ten film to jedna wielka pustka. Mamy grupę młodych ludzi, którzy ruszają statkiem kosmicznym i tam natrafiają na tajemniczą zmorę. To jeden z tych filmów, który widzieliście już setki razy. Nie pamiętam jak te postacie się nazywały, bo żadna z nich nie była na tyle wyrazista i interesujący by mi dała powód do jakiejkolwiek sympatii. Powiem więcej. Cieszyłem się jak ginęli lub bywali ranni.
Miałem na tym seansie podobnie jak na ostatnim sezonie "Stranger Things" czyli kibicowałem by większość postaci szybko zginęła. Tylko tam chociaż były takie, którym zgonu nie życzyłem a tutaj w zasadzie nikogo bym nie pożałował. Nawet głównej bohaterce. W tej roli Cailee Spaeny. Możecie ją kojarzyć z niedawnej "Priscilli". Nie jestem w stanie ocenić jej poziomu aktorskiego, bo tu nie miała za bardzo czego grać. Za kamerą mamy Fede Alvareza, który miał już dobre momenty. Choćby film "Nie oddychaj". Mam dla niego radę. Niech on lepiej sam wymyśla filmy a nie robi sequele, remake czy coś z kultowych franczyz.
Jednym z producentów jest Ridley Scott i to wygląda jak jego dzieło. Duży przepych, wizualnie bez zarzutu ale fabuła i postacie to tragedia i pustka. To jeden z tych projektów, który powstał dla fanów i dla kasy. Tutaj naprawdę nie ma nic wyjątkowego ani zaskakującego. Czytam w kilku recenzjach, że dużo krwi i brutalności. Serio??? Chyba te osoby oglądały inny film. Najlepszym i najprzyjemniejszym momentem tego seansu były dla mnie napisy końcowe i niech to będzie moją odpowiedź na to czy warto płacić pieniądze za bilet.
Ocena:4/10
.jpg)




Komentarze
Prześlij komentarz