Harold i magiczna kredka
Kolejny seans zupełnie w ciemno. Jedynym co wiedziałem to, ze gra tu znany z "Shazama" Zachary Levy. Pozwalało mi to przypuszczać, że będziemy mieli do czynienia z komedią. Początek jest obiecujący. Narrator opowiada nam o świecie, który stworzył i narysował. Przedstawia nam bohatera swojej bajki. On ma do dyspozycji magiczną fioletową kredkę, która jest czymś na kształt różczki, tylko nie trzeba znać zaklęć, wystarczy mieć wyobraźnie.
Harold wraz z łosiem i jeżozwierzem trafiają do prawdziwego świata w postaci ludzi i stawiają sobie za cel znalezienie "staruszka". Tak nazywają narratora i autora książki. Spotykają na swojej drodze kobietę i jej syna, który jest odludkiem mającym swój wyimaginowany świat. Muszę przyznać, że ogląda się niezwykle przyjemnie. Bohaterowie są do polubienia i chcę się poznać ich dalsze losy. Co do humoru to bywa z tym różnie, ale raczej się broni. Powiedziałbym, że ten film to trochę casus niedawnego "Deadpool&Wolverine". Fabuła odgrywa drugorzędną rolę, liczy się obrazek i liczne gagi oraz relację międzyludzkie i ich motywację. Jest kolorowo, sympatycznie. Kto by nie chciał posiadać takiej kredki?
Mamy tez wątek, w którym jedna z postaci chcę wykorzystać ją do niecnych celów by przykryć swoje życiowe niepowodzenia. Można nazwać te osobę czarnym charakterem. Bardzo podoba mi się pomysł jak on skończył w filmie. To naprawdę było kreatywne i urocze. Dla wielu ten film może być zbyt cukierkowy. Trochę jak "Wonka". Ja jednak lubię czasem takie emocję jakie tu dostajemy tzn. sporo kreatywnych wizualnych pomysłów czy bohaterów robiących z siebie świadomie idiotów. Myślę, że dorosły widz również może się na tym co obejrzy dobrze bawić. Mam trochę problem z niektórym sekwencjami z udziałem kobiety (jeżozwierza), które są za bardzo infantylne ale powiedzmy, że całościowo jest to udany projekt.
Ocena: 7/10





Komentarze
Prześlij komentarz