Borderlands

 


 Bardzo to modne ostatnio by sięgać do popularnych komiksów lub gier komputerowych. Osobiście nie grałem i nie jestem fanem, dlatego też ten tytuł, który otrzymaliśmy w kinach jest mi zupełnie nieznany. Po seansie mogę napisać, że to chyba takie "The Boys" ale wersja mocno ugrzeczniona. Zapewne wynika to faktu, że chciano wyciągnąć kasę od najmłodszego widza. Ja od lat powatarzam. Marvel i wszelakie filmy komiksowe muszą podnieść ograniczenie wiekowe. 





Za kamerą stoi Eli Roth. Znany z niedawnej "Nocy Dziękczynienia". Ten film to na pewno jego lepszy moment. Tutaj natomiast mamy duże nazwiska w obsadzie, ogromny budżet i ręce związana przez producentów, którzy załatwili mamonę. To widać. Film trwa ledwie 100 minut. Powiecie, że co chwilę narzekam skoro zawsze podkreślam, że produkcję w kinach są za długie. Tutaj jednak zabrakło większej ilości czasu z postaciami. One naprawdę mają potencjał.  W roli Lillith łowczyni nagród w kosmosie dostajemy Cate Blanchett. Ona właśnie dostaję zlecenie by odnaleźć córkę pewnego bossa , która z czasem okazuję się kimś ważniejszym niż nam się pierwotnie wydawało. Przez dużą część filmu nam się tak mówi. Lillith w końcu spotyka się z nią i jej towarzyszami. Mimo początkowych niesnasek zaczynają ze sobą współpracować. To film niezwykle ubogi fabularnie. Co więcej nie bardzo wiadomo dla kogo on powstał? Jeżeli dla fanów gry, to raczej nie będą zachwyceni. Najmłodsi mogą się dobrze bawić ale kto jeszcze?




 Efekty specjalne nie powalają. Kreatywność wizualna jak i pisarska jest niezwykle uboga. Ten film to taka niespełniona obietnica. Początek naprawdę był optymistyczny. Chwycił mnie nawet ale im dalej w las tym coraz większa pustka i coraz mniej sympatyzowałem z postaciami na ekranie. Myślę, że najlepiej dla wszystkich by było jakby ten projekt został wypuszczony na platformie streamingowej a nie w kinach. Tam zostałby hitem a tutaj stanie się jedną z największych klap roku.


Ocena: 5/10

Komentarze

Popularne posty