Zabierz mnie na księżyc

 






Jestem rozdarty. Z jednej strony doceniam pomysł na film. Dodając znakomitą obsadę. Channing Tatum co prawda słabo wypadł w ostatnim Magic Mike'u z Salmą Hayek, ale tutaj nawet się broni i nie irytuję. Scarlett Johansson to natomiast prawdziwa seksbomba, którą kamera kocha jak nikogo. Występy w Marvelu były średnio udane, ale ja pamiętam jej powalające kreację u Woody Allen. Na szczęście już uwolniła się od komiksowej papki. Ona musi być na pierwszym planie, blask od niej biję w każdej scenie filmu, o którym dziś mówię. 




Gra tu oszustkę, która robi karierę w PR-e. To jedna z tych osób, która swoim wdziękiem manipuluję ludźmi. Generalnie to co robi nie jest zbyt pozytywną rzeczą. Tu właśnie pojawia się mój pierwszy i chyba największy problem z tym filmem. Obok niej mamy astronautę po przejściach pracującego dla NASA. W dużej mierze właśnie wokół wątku podróży na księżyc kręci się ten film, ale ona jest gdzieś w tle. Ważniejsza jest otoczka zdarzeń. Wpływy z Białego Domu i różne kłamliwe PR-owskie działania. Przedstawicielem prezydenta USA Nixona jest tu Moe (Woody Harrelson). Każda sekwencja tej dwójki to najlepsze rzeczy jakie na ekranie się wydarzyły. Oczywiście nasza oszustka zakochuję się w Channingu Tatumie. Wspomniany powyżej problem mam z tym, że mamy tu przyzwolenie na kłamstwa. Tatum, gdy dowiaduję się kim naprawdę jest jego ukochana, to nie obraża się i nie robi dramy, tylko pyta jak mogę uratować sprawę. Zupełnie zapomina o jej złych czynach a wręcz zaczyna sobie żartować z tego. To takie typowe dla amerykańskiego wysokobudżetowego kina, żartujemy sobie z niemoralnych czyn i przeistaczamy je w coś pozytywnego, dając na takie czyny przyzwolenie. 





Innym problemem jest długość metrażu. 2:10 to zdecydowanie za długo. To był film na półtorej godziny. W pewnym momencie zacząłem się trochę męczyć. Nie powiem bym był zobojętniały na losy bohaterów, ale czekałem już na puentę. Ona niestety nie podziałała na plus. Powiedziałbym, że zakończenie jest fatalne ze względu na swoją przewidywalność. To jest jeden z tych filmów, które polecałbym obejrzeć, gdyby były na Netflixie ale czy do kina? Notabene, ten film jest produkowany przez Apple TV+, także na pewno najpierw pojawi się tam. Ciekawy pomysł, by zrobić NASA dobry PR, ale nie potrafiono tego udanego zarysu poprowadzić by to się z uwagą oglądało. Obsada również bez zarzutu. Uwielbiam Woody Harrelsona. Mogło być całościowo jednak lepiej.





Ocena: 6/10

Komentarze

Popularne posty