Wieczór kawalerski
Szymon Gonera zasłynął do tej pory "Dziewczyną influencera" i najłagodniej mówiąc nie był to idealny debiut. Teraz dość szybko powraca i już wiadomo, że to gość bez talentu artystycznego ani odpowiedniej wrażliwości. Widząc plakat do tego filmu załamywałem ręce. W obsadzie Mateusz Banasiuk i Rafał Zawierucha. Jak mógłbym to przegapić?
Po seansie jestem pozytywnie zaskoczony. Wynika to z faktu, że żaden z dwójki wymienionej powyżej nie jest najgorszym punktem filmu. Największym problemem jest reżyseria, montaż i fabuła. Uważam, że gdyby film lepiej dopracowano i gdyby pojawiło się tam wyczucie dobrego smaku to moglibyśmy mieć film na miarę "Chłopaków nie płaczą", bo nawet ci aktorzy nie grają źle. To jeden z tych filmów, który jest koszmarnie zrealizowany ale nie nienawidzę go. To nie jest gorszący projekt. Nie ma tu głupich żartów, po prostu są przestrzelone. Jedyny moment wart uwagi to rozmowa telefoniczna Jana Wieczorkowskiego z Magdaleną Popławską. To była chwila. że zacząłem wierzyć w ten projekt, ale moje nadzieję zostały szybko rozwiane za sprawą fatalnego montażu.
Historia skupia się na Banasiuku, który organizuję wieczór kawalerski dla kumpli angażując dwie striptizerki oraz swoją znajomą płacąc jej godziwie. Trafiają na miejsce i tam niespodziewanie zjawia się szef gangu i sytuacja zaczyna się robić nerwowa. Oprócz wymienionej czwórki mamy też w obsadzie Joanne Opozdę czy Sylwię Gliwę. Nie kojarzę tych osób z twarzy albo jakichś wyczynów aktorskich ale musze oddać, że nie przeszkadzały i nie szkodziły projektowi, jakby wymienić reżysera to dałoby się to oglądać i mógłbym nawet komuś polecić by iść na to do kina. To jeden z tych filmów, który sprawdziłby się na Netflixie ale nigdy w życiu nie w kinie!!!
Ocena: 3/10




Komentarze
Prześlij komentarz