Był sobie kot

 



Już sam tytuł może wielu odstraszyć. Ja poszedłem i nie żałuję, bo można na tej animacji dobrze się bawić. Mamy kotka, którego przygarnęła do siebie samotna kobieta, która jest naukowcem i zajmuję się pszczołami. Film posiada dwa najważniejsze wątki. 




Po pierwsze intryga psychopatycznego i zakompleksionego naukowca, który pragnie pokrzyżować plany kobiecie wyżej wymienionej. Drugi wątek to śmierć naszego kotka i droga jaką musi przebyć by uratować swoją właścicielkę i doprowadzić by była szczęśliwa. Kotek zużył wszystkie swoje dziewięć żyć i trafia do kociego nieba. Tam dostaję drugą szansę. Ponownie otrzyma dziewięć szans ale każde z nich w postaci innego zwierzaka. Staję się m.in:  karaluchem, papugą, koniem czy psem. To ostatnie wcielenie z wiadomych względów było mu nie w smak najbardziej. Pomysł ciekawy. Przypomniał się ten ostatni "Kot w butach". Choć tutaj nie jest to tak mrocznie pokazane. Chciałbym też pochwalić dubbing. W roli Becketta słyszymy Borysa Szyca, który wykonuję znakomitą robotę. 




Nie wszystko jednak jest tu takie idealne. Mam wrażenie, że sam wyjściowy pomysł był dobry, problemy się zaczynają, gdy trzeba rozwinąć te wątki, sytuację mocno ratuję końcówka. Twórcy dokonali słusznego wyboru, poszli w pół happy end. Zakończenie, które nie jest nasycony słodkościami, tylko takie słodko-gorzkie. Zadowoleni będą zarówno zwolennicy dobrego zakończenia jak i ci, którzy liczyli na łzawą puentę. Myślę, że to jedna z tych bajek na których zarówno dzieci jak i rodzice nie będą cierpieć. Każdy znajdzie coś dla siebie. Ja jestem na TAK.






Ocena: 6,5/10

Komentarze

Popularne posty