Spadek (Netflix)

 


  Polska odpowiedź na "Na noże" Riana Johnsona. Nie lubię takiego naśladownictwa ale jednak to coś nowego i zaskakującego. Do filmu zaangażowano dawno nie widzianego Macieja Stuhra, także można było domyślić się, że pójdziemy w klimaty komediowe. Umiera bogaty i lekceważony przez rodzinę starzec. To znaczy w pierwszej scenie widzimy jak jest zabijany. Z czasem okazuję się, że jednak żyję i chciał zwaśnioną i rozdzieloną rodzinę pojednać za sprawą tej wizytę. Oczywiście po jednej nocy zostaje znaleziony martwy i mamy poszukiwanie mordercy. 



Mamy trzy pary. Małżeństwo z dwójką dzieci, dwóch gejów i starszą kobietą z młodszym facetem czyli jedziemy po stereotypach. Najbardziej bystre i logiczne okazują się dzieci, a zwłaszcza 13 letni chłopiec. Dorośli są przesiąknięci negatywnymi emocjami. Początkowy koncept wydawał się ciekawy ale potem mamy już tylko wysyp nieudanych żartów i mało wciągającą fabułę. To taka typowa papka Netflixowa. Można obejrzeć przy chipsach i piwie. Nie wiem czego się spodziewałem. Netflix to przecież kopalnia kiczowatych projektów. Taki Marvel dla przeciętnego widza, który oczekuję rozrywki i niczego więcej. Aktorsko wszyscy się starają i nie wygląda to źle, ale jedna ciekawostka.




 W filmie dość wyraźne kilkukrotnie akcentowane jest słowo "zawierucha". Usłyszawszy to słowo drugi raz, byłem stuprocentowo pewny, że w końcowej fazie filmu kogo zobaczymy? Rafała Zawieruchę czyli ulubieńca Quentina Tarantino. Quentino czemu nam to zrobiłeś? Nie wiem czy to był świadomy zabieg ale jeżeli TAK to nie mam słów... Fabularnie film niby składa się do kupy ale ostateczny twist nie zrobił na mnie wielkiego wrażenia. Momenty były ale generalnie większość do d.... 





Ocena: 4/10

Komentarze

Popularne posty