Jedno życie
Ile razy widzieliśmy filmy o okropieństwach dokonanych przez hitlerowców...? Byłem bardzo sceptyczny przed seansem. Czułem, że to jedna z tych produkcji, która będzie tanim wyciskaczem łez. Liczne opinie kategoryzują tak to co dostajemy. Ja po seansie nie byłbym tak radykalny. Nie ma tu tak wielu płaczliwych scen. Osobiście nie wzruszyłem się ani razu. Zapewne wynika to z faktu, ze sposób przedstawienia tej opartej na faktach historii do mnie nie trafił. Mamy młodego brytyjskiego maklera, który wyjeżdża do będącej w wojennej sytuacji Czechosłowacji. Ludzie z tamtego regionu stopniowo zostają siłą dostarczani do obozów.
Nasz makler Nicholas Winton postanawia uratować dzieci i przetransportować je do Anglii. Łącznie udało mu się przewieźć grubo ponad 600. Piękna i wzruszająca historia, ale bardziej nadająca się jako dokument, ale nie kolejny film, który nam mówi o tym samym. Pierwsza godzina filmu straszliwie mnie męczyła. Dopiero, gdy dochodzi wątek poznawania po latach przez głównego bohatera uratowanych dzieci to robi się ciekawiej. Następuję to za sprawą programu telewizyjnego, który jak twierdzi żona Nicholasa "jest głupi". Taką wypowiedzią dostaliśmy sugestię, że chcą ich wykorzystać dla dużej oglądalności, ale okazuję się, że naprawdę za sprawą tego programu dokonuję się wzruszające wydarzenie.
To nie jest film, po którym nie będziecie mogli przestać płakać. Ma on dwie strefy czasowe. Bałem się, że ta z przeszłości zajmie cały metraż, ale na szczęście Anthony'ego Hopkinsa jest dużo i bardzo dobrze, bo nadal dobrze się go ogląda mimo, że jest już grubo po 70-tce. Jako, że ludzie coraz rzadziej chodzą do kina to zapewne niewielu z was wie o istnieniu tego projektu. Nie jest to pozycja obowiązkowa....
Ocena: 6/10





Komentarze
Prześlij komentarz