Bad Boys: Ride or Die
Nie wiem czy fani tej serii jeszcze żyją, ale ja osobiście nigdy nim nie byłem także nie czekałem na ten kontynuację. Pytanie zasadnicze jakie się nasuwa brzmi: komu ten film był potrzebny? Chyba tylko portfelowi Willa Smitha. Nie mam osobiście nic do niego, uważam go za świetnego aktora. Mimo tego mocnego wstępniaka chciałbym zaznaczyć, że ten najnowszy nie jest jakimś rakiem kinematografii. To jeden z tych filmów, na które ludzie swego czasu hurtowo chodzili. Dziś czasy się zmieniły i najwyraźniej gusta ludzkie również poszły do góry. Nie wystarczy dać kliszy. Trzeba czymś zabłysnąć i pokazać coś co przyciągnie. Co niektórych Will Smith przyciągnie ale czy aż tak wielu?
Mamy naszych dwóch gliniarzy. Jeden z nich ląduję w szpitalu za sprawą problemów z sercem. Myślałem, że ten wątek będzie kluczowy, ale z czasem totalnie o nim zapominamy. Pojawia się za to ten z siedzącym w więzieniu synem Willa Smitha. On jako jedyny zna tożsamość kreta, który pracuję w policji. Dochodzi więc do tego, że ojciec i syn muszą znaleźć wspólny język. Jeżeli chodzi o humor jaki tu otrzymujemy to większość żartów jest chybiona ale kilka się udało. Nie to jest największym problemem.
Największy tkwi w prostocie, która charakteryzuję fabułę. Niby mamy tu kilka zwrotów akcji ale można się było ich domyślić, jakby się miało ochotę trochę pogłowić. Na pewno chemia między dwójką głównych bohaterów jest zauważalna i ona ratuję cały film. Z tego co widzę to nie cieszy się on w kinach jakąś wielką popularnością, także pewnie wielu z was obejrzy dopiero, gdy trafi na Netflixa albo inną platformę streamingową. Czy warto iść do kina? Jak lubicie odmóżdżacze...
Ocena: 5/10
.jpg)



Komentarze
Prześlij komentarz