Tarot: Karta śmierci
Kolejny horror o grupie przyjaciół, którzy walczą z tajemną gotycką siłą, a może to, któreś z nich jest psychopatycznym rządnym krwi rzeźnikiem? Historia zaczyna się od imprezy urodzinowej w jakimś opuszczonym domy (chyba) gdzie piątka albo szóstka uczestników bierze udział w stawianiu tarota przez jedną z koleżanek, która za sprawą pasji matki ma pewne zdolności z tym związane. Każdemu coś wróży i potem kilkoro z nich ginie w tajemniczych okolicznościach. Ten fragment filmu jest najnudniejszy. Jak przebrniecie przez niego to będzie już lepiej (ale bez przesady), bo końcówka jest odrobinkę ciekawsza.
Bardzo się nudziłem, bo wiedziałem co na ekranie wydarzy się krok po kroku, tak więc postanowiłem poszukać jakichś plusów, czegoś za co można by pochwalić. Delikatnie za sceny śmierci, kilka z nich było dość kreatywnych i generalnie drobny zwrot w ostatniej scenie filmu również bym pochwalił, bo to oznacza, że próbowano zrobić coś odrobinkę innowacyjnego i zaskakującego. Teraz przejdę do minusów. Po pierwsze brak jakiejkolwiek sympatii do bohaterów. Zupełnie ich nie poznajemy, jeżeli któreś z was po seansie zapamięta choć jedno imię postaci to wielki szacun. Ja zapamiętałem Paige, ale nie wiem, która to była. Po drugie brak jakiekolwiek poczucia strachu.
Ktoś może powiedzieć, że pewną innowacyjnością jest brak wstępu, tylko wkroczenie od razu do tego domu i oglądanie tych wróżb. Ja nie jestem zwolennikiem tych zapoznawczych scenek, ale tym razem oczekiwałbym przynajmniej dwóch, bym miał powód by komukolwiek kibicować a nie po raz kolejny być po stronie zła, bo modliłem by te zmory wymordowały każdego z tych irytujących gówniarzy. Nie jest to horror, na którym będziecie się bać ale widziałem gorsze.
Ocena: 4/10




Komentarze
Prześlij komentarz