Supersiostry
Polski film a la Marvel. Dla wielu brzmi to absurdalnie, dla mnie natomiast jest to ciekawe i niezwykle interesujące doświadczenie kinowe. Zacznę od plusów. Właśnie ta odwaga. Chcieli zrobić coś nowego, coś co w polskiej kinematografii jest martwe. Niestety na tym plusy się kończą. Sam film to najbardziej absurdalna rzecz jaką widziałem od dawna.
Niedawna "Abigail" zrobiła mi sieczkę w głowie a to co tu się dzieję, jest pięć razy bardziej szalone. Wyobrażacie sobie Mateusza Kościukiewicza jako seryjnego zimnego zabójcę? Do tego scena w samochodzie jak dla mnie jest najlepszą parodią kina gangsterskiego jaką w życiu widziałem. Mam nadzieję, że to świadomie takie było. Kościukiewicz wygłasza tu kwestia jak robot. Nie dowierzałem jak to widziałem. W tym momencie pomyślałem sobie, że może ten film to pastisz i liczyłem, że w tym kierunku to podąży. Niestety to co było później było już na serio. Historia zaczyna się od sceny z 1979 roku, wokół pełno naukowców i żołnierzy by przejąć z ciężarówki dwie siostry o niezwykłych mocach. Następnie przenosimy się do 1990 roku, gdy jedna z dziewczynek uczęszcza do szkoły na wiosce. Żyję z gościem, który nie jest jej biologicznym ojcem ale ją wychowuję. Nagle szkołę odwiedza samochód pancerny, który zapewne zlokalizował dziewczynę za sprawą jednego incydentu, gdy uratowała pewnego chłopca. On też staję się jej przyjacielem i kompanem podróży w celu poszukiwania siostry. Ona się w końcu odnajduję i proponuję jej by unicestwić złola za sprawą jakże "asertywnego" planu. Nie wiem czy zdajecie sobie sprawę ale właśnie opowiedziałem wam cały film.
To jeden z tych filmów, na którym naprawdę można się pośmiać, bo ilość absurdów jest niemożliwa. Nie zmienia to jednak faktu, że gdyby ta pozycja trafiła na Netflixa to byłaby mega hitem. Błąd producentów. Co do aktorów. Katarzyna Gałązka jako ta nasza dobra siostra nie gra źle. Bardziej karykaturalnie wypada w roli jej siostry Karolina Bruchnicka. Zwłaszcza w końcówce jej sekwencję śmiechu wychodzą mega kiczowato. Marek Kalita jako złol jest zupełnie bezbarwny. Myślę, że jakby poszli w konwencję pastiszu to byłby to jeden z najlepszych filmów jakie w życiu widziałem a tak pozostaje niedosyt. Z tego co mówi reżyser Maciej Barczewski wynika, że chciał zrobić film dla całej rodziny, także dla najmłodszych. Można więc powiedzieć, że poszedł narracją a la Maciej Kawulski, który stwierdził, że "Akademię Pana Kleksa" zrobił dla dzieci. Idziemy na alibi, by wybić krytykom argumenty. Wielka szkoda, bo tu naprawdę był potencjał.
Ocena: 4/10





Komentarze
Prześlij komentarz