Furiosa: Saga Mad Max
Nie jestem fanem takich widowiskowych projektów a la "Diuna" czy właśnie to. Nie zmienia faktu, że "Mad Max: Na drodze gniewu" mi się podobał i był niesamowitym kinowym przeżyciem. Teraz Mad Max powraca i do teraz nie wiem po co? Film trwa prawie dwie i półgodziny i zupełnie nie trzyma w napięciu. Rozumiem, że mamy tu nietypową konwencję. Mianowicie mało słów, dużo nawalanki. Zero pozytywnych postaci, każdy każdego chcę zabić.
Mamy tutaj dwa konflikty główne. Tytułowa Furiosa mści się na Dementusie (Chris Hemsworth), który zabił jego matkę, natomiast drugi to wspomniany przed chwilą morderca przeciw grupie trzymającej władzę. Nie mam pojęcia jak się nazywają, bo nie pamiętam tak dobrze poprzedniego filmu. Akcja dzieję się głównie na pustyni (przypomina się niedawna "Diuna"). Nie pada tu zbyt wiele słów ale scen akcji jest sporo. Tylko, że nie bardzo robi to wrażenie, bo nie do końca wiadomo kogo tu należy wspierać? Chris Hemsworth jako Dementus wypada karykaturalnie i jest cholernie nudny. W ogóle mnie nie ciekawi ta postać. Nie czuję by była też jakaś szczególnie bezwzględna.
Momentami czułem się jakbym oglądał parodię "Diuny". Mam tu na myśli drwinę z tej pompy jaka charakteryzowała tamten film i mega poważnych postaci, które momentami ocierały się o kicz. Szkoda, ze nikt nie wpadł na pomysł by zrobić kolejny "Straszny Film" i obśmiać te kultowe hollywoodzkie tasiemce. Co do Anyi Taylor-Joy to nie mam większych zarzutów, choć generalnie nie jestem fanem jej aktorstwa. Dla mnie jest zbyt jednowymiarowa. Nie powiem bym na seansie umierał z nudów ale jednak odetchnąłem na koniec widząc napisy końcowe.
Ocena: 6/10





Komentarze
Prześlij komentarz