Do granic





Poszedłem zupełnie w ciemno. Akcja filmu toczy się na lotnisku w USA. Tam dwójka naszych bohaterów zostaje poddana szczegółowej inwigilacji. Nie wiemy czy zrobili coś złego czy po prostu są ofiarami opresyjnych władz. Mężczyzna jest z Wenezueli a kobieta z Barcelony. Sytuacja prawna tego pierwszego jest dość skomplikowana. To film przypominający tempem i konwencją "Reality" z Sydney Sweeney. 




Wątek przesłuchania jest tu kluczowy. Za jego sprawą poznajemy bohaterów i ich historię, Na szczęście twórcy odpuścili sobie flashabacki z przeszłości. Dostajemy dwie wersję. One niby są zgodne ale czuć w nich fałsz i kłamstwo. W trakcie seansu kilka razy można było zmienić obiekt zła. Na początku były nim władze, następnie mężczyzna, potem znowu władzę a na końcu... 





Właśnie zakończenie mnie najbardziej zaskoczyło. One daję do myślenia na temat wszystkiego co obejrzeliśmy wcześniej. Osobiście lubię takie rozkminy, które pozwalają nam na dowolność interpretacyjną. Można nawet pozwolić sobie na tezę, że ten film był jakimś pastiszem. Nie będę uzasadniał, bo musiałbym wejść w spojlery. Bardzo dobrze mi się to oglądało. Seans krótki: 80 min. Historia zgrabnie pokazana, aktorzy bardzo solidnie. Poruszają tu głośny temat ale absolutnie nie można im zarzucać chamskiej propagandy Nie jest to może najlepszy film jaki widziałem w życiu, ale jest wart obejrzenia. Zakończenie naprawdę mnie zaskoczyło...

Ocena: 7/10

Komentarze

Popularne posty