Szogun

 



  Wczoraj udostępniony został ostatni odcinek serialu. Oglądałem tydzień po tygodniu mimo, że to totalnie nie moja stylistyka. Do teraz nie bardzo kojarzę imiona tych azjatyckich postaci. Ten z Johna Wicka jedynie zapadł mi w pamięć. To jest taka azjatycka odpowiedź na "Grę o Tron". Nikomu nie można ufać i każdy chcę każdego podgryźć. Jedynie postać tłumaczki wydaję się taka najbardziej kryształowa i honorowa. Ja oczywiście kibicowałem temu wodzowi z Johna Wicka. On wydał mi się najbardziej interesujący. Nie 




każdy odcinek jest wybitny. Niestety ukochany Disney + dawał odcinki co tydzień, także trudno spamiętać to jaki był np. ten drugi czy trzeci. To jest jeden z tych seriali, w przypadku, którego zarówno zachwyty jak i narzekania będą uzasadnione. Moim zdaniem serial wypadłby i wybrzmiał lepiej, gdybyśmy dostali go w całości, a tak to człowiek ogląda tyle rzeczy, że nie jest w stanie spamiętać wielu wątków i elementów. Co do sfery wizualnej to serial wygląda diamentowo i zachwycająco. Aktorsko również nie można się do niczego przyczepić, może ten biały jegomość, który gości u samurajów, mógłby być bardziej przekonujący a wypadł trochę nijako. Trudno było mu kibicować.  




  Największym plusem serialu jest to, że nie ma tu podziału zero jedynkowego na dobro i zło. Niby ten gość z Johna Wicka wydawał się tym mniejszym złem ale trudno nazwać go kryształową postacią. Postaciom najbardziej ludzką wydaję się tłumaczka. Od niej epatowało takie naturalne dobro. Do tego była niezwykle fascynująca, mimo swojej oziębłości. Serial dostępny jest w całości także polecam każdemu sprawdzić. Oby nie było drugiego sezonu....





Ocena: 7,5/10

Komentarze

Popularne posty