Challengers

 



 Zendaya jest dość często kwestionowana jako aktorka. Wystąpiła w wielu głośnych produkcjach. Czy ona nas wszystkich oszukuję i maskuje swój brak talentu aktorskiego niewinną i uroczą buźką? Teraz widzimy ją w filmie wielkiego reżysera Luci Guadagnino. Tym razem wciela się w rolę niespełnionej tenisistki. W juniorach odnosi wielkie sukcesy i jest szykowana na wielką gwiazdę. Wszystko załamuję się w momencie, gdy spotyka dwóch równie młodych tenisistów. Patrick i Art to dwa różne charaktery. Ten pierwszy to wieczny dzieciak i podrywacz, który korzysta z tego, że jest przystojny. Ten drugi to raczej gość zamknięty w sobie, który był znacznie mniej bezwzględny od wyżej wymienionej dwójki. 




Tutaj w ciągu tych dwóch godzin udało się poruszyć wiele tematów dotyczących tenisa ale też sportu zawodowego. Mam tu na myśli choćby brak przyszłościowego myślenia młodych. Nie będą wiecznie odbijać piłki. Życie całej trójki to tenis. Bez niego nie mają zupełnie nic. Są jak niepełnosprawni. Tashi (Zendaya) z całej tej trójki wydawała się najbardziej utalentowana i naznaczona największym talentem, Mówili o jej zabójczym beckhandzie. Drugi w hierarchii był Patrick i dlatego największą karierę zrobił ten najmniej zdolny. Sześć razy wygrał turniej wielkoszlemowy a Tashi była jego trenerką. Film pokazywany jest w kilku przedziałach czasowych. Początki kariery całej trójki i to co obecnie. W tym momencie Tashi i Art są parą, która żyję tylko karierą mężczyzny. Mają też córkę ale ona pozostaje jedynie tłem. Generalnie nie dziwne by było jakby jej ojcem okazał się Patrick, ale to nie zostaje poruszone. Całą trójką łączy niezwykle toksyczna relacja. Najmniej zły wydaję się Art, ale on też ma co nieco za uszami, choćby wrzucanie kija w mrowisku związku dwójki swoich przyjaciół. 




Film bardzo ładnie wygląda, ma kilka realizacyjnych cudów. Tenis pokazany jest w sposób przekonujący, choć kilka scen bym wyciął, bo były pozbawione wiarygodności. Owszem uderzenia profesjonalnych tenisistów ważą ale bez przesady, oni są tylko ludźmi a nie maszynami. Aktorsko cała trójka wypada bardzo solidnie. Co do Zenday'i wątpliwości nadal pozostają. Wszystko byłoby super, gdyby nie zakończenie. Nie wiem kto je wymyślił, ale ta osoba powinna dostać zakaz wstępu na plan filmowy. Przez cały film budujemy toksyczne relację a na końcu karmimy widza tanim happy end. Jestem wściekły.






Ocena: 7/10

Komentarze

Popularne posty