Back to Black. Historia Amy Winehouse
Nie jestem fanem Amy Winehouse ale zawsze doceniałem głos i kilka piosenka znam i lubię. Obejrzałem film dokumentalny z 2015 roku i co nieco pamiętam z niego. Wiem, że tam postać ojca zostaję przedstawiona w niezwykle mocny sposób. Wynika z niego, że to on miał niezwykle toksyczny wpływ na jej życie. Czym zatem jest ta kinowa propozycja? Patrząc na akcenty to wychodzi, że jakimś melodramatem pozbawionym napięcia i jakichkolwiek emocji.
W rolę Amy Winehouse wciela się Marisa Abela. Do tej pory znana jedynie z serialowej strony. Uważam, że nie spisała się źle, zwłaszcza, że jak ktoś słusznie powiedział: walczyła z tekstem. Fatalne są dialogi w tym filmie. Generalnie Abela próbuję nadać temu scenariuszowi jakiś smak ale nie ma łatwo. Myślę, że gdyby za kamerą stał ktoś bardziej utalentowany i skrupulatny to wyciągnąłby z tego materiału znacznie więcej. Warto podkreślić, że za film odpowiada Sam Taylor- Johnson, która zasłynęła reżyserią pierwszej części "Pięćdziesięciu twarzy Grey'a". Widać, że dla niej LOVE STORY jest najważniejsze. Mam tu na myśli relację Amy z Blackiem. Sposób w jaki oboje się poznają nie daje najlepszej reklamy zarówno artystce jak i jej ukochanemu. Oboje zachowują się irracjonalnie. Z całą pewnością też dlatego do siebie pasowali, bo byli patologicznymi osobowościami. Nie mnie oceniać czy to ich wina czy osób trzecich.
Ten film trwa dwie godziny a czuję się jakby cztery a nie pokazuję wielu istotnych rzeczy. Za mało skupia się na problemach narkotyczno-alkoholowych. Dwie sceny z butelką to trochę mało. Mało jest też o ojcu, Kto wie, może tatusiek maczał palce w tej produkcji i chciał trochę siana zgarnąć. Nie można powiedzieć, by ten film komuś krzywdę zrobił i by było zagrożenie jakimiś pozwami. Zwłaszcza, ze nie ma na początku wzmianki by było to oparte na faktach. Bez wątpienia jest tu sporo przekoloryzowane. Bardzo istotny jest też wątek babci. W filmie odgrywa ona ogromną rolę w życiu Amy ale nie jest to w żaden przekonujący sposób udowodnione. Same info o śmiertelnej chorobie wpada na nas z zaskoczenia i w skali emocjonalnie zupełnie nie działa. Zastanawiałem się po seansie co tu działa? Chyba tylko aktorka się broni i udowadnia, że potrafi grać, mimo iż uważam, ze jest zdecydowanie za ładna do roli Amy. Nie polecam iść do kina.
Ocena: 4/10




Komentarze
Prześlij komentarz