Strefa interesów (Oscary 2024)




  Najbardziej polska z produkcji nominowanych do Oscara. Czytałem, że to arcydzieło i film, który może zagrozić "Oppenhaimerowi" Nolana. Skończyło się na dwóch statuetkach ale moim zdaniem ten film nie zasługuję nawet na pół nagrody. Te filmy sporo łączy. Oba mnie koszmarnie wynudziły i opierały się na elementach, którymi ja osobiście gardzę. Problemem "Strefy interesów" jest brak fabuły. 



Początkowy koncept, że rodzina jednego z Hitlerowców mieszka sobie obok obozu w Auschwitz jest nawet interesująca, ale my w ogóle nie dostajemy dramatu ludzi zza muru. Słyszymy jedynie cichutkie strzały. Brakowało mi tam dosadnej sceny na początek, która by nas podłączyła do akcji filmu, a tak obserwujemy niczym w jakimś reality show ludzi przemieszczających się po domu robiąc zwyczajne czynności. Na kilka minut to może podziałać, ale potem warto by było coś zbudować. Jedyne co się dzieję, to, że naszego hitlerowca Rudolfa wysyłają na inne stanowisko i musi się wyprowadzić z tej luksusowej miejscówki. Żona jest przeciwna i to właśnie jej postać wydaję się tu najciekawsza, gdyby zbudowano historię wokół niej to byłaby szansa na arcydzieło. A tak wyszła zwykła artystyczna papka, która zmusza do ziewania. 




Najbardziej przereklamowany film ostatnich lat (obok "arcydzieła" Nolana). Niby zdjęcia są ładne i Sandra Huller jako Hedwiga (nie mylić z sową Harry'ego Pottera) spisuję się znakomicie, ale dla mnie to co zobaczyłem to zwyczajna pustka. Recenzję są entuzjastyczne. Myślę, że ci ludzie po prostu mają w sobie taką mentalną martyrologię, która zmusza ich do empatii, gdy widzą ośrodek w Auschwitz. Ja też ubolewam nad tym co się działo, ale wolałbym by film, który otrzymał dwa Oscary prezentował nieco więcej niż tanie granie na emocjach. 


Ocena: 6/10

Komentarze

Popularne posty