Zabij mnie, kochanie (Netflix)





Kolejna polska komedia romantyczna od Netflixa, to zawsze paździerzowe wydarzenie. Za kamerą Filip Zylber, ten mistrz kina, który dał nam "Miłość do kwadratu". Potencjał był ogromny i nie zawiódł. To jeden z tych filmów, które już widzieliście ale w znacznie gorszym wydaniu. Małżeństwo pracujące w korpo wygrywa na loterii 5 milionów. Ich radość była uzasadniona, ale patrząc na ich warunki mieszkaniowe nie wyglądali na biedaków, a oni się cieszyli jakby nie mieli co do garnka włożyć. Dopatrywanie się w tym filmie logiki jest nielogiczne. 




Para wyjeżdża do ośrodka wypoczynkowego i oboje mają przyjaciół, którzy pomagają im pozbyć się współmałżonka. W roli męża wybitny polski aktor Mateusz Banasiuk. W roli żony Weronika Książkiewicz. Kumplem Banasiuka jest Piotr Rogucki (oczywiście gra tu niespełnionego muzyka rockowego, nawet śpiewa nieudolnie swój hit "Spadam") a kumpele Książkiewicz gra Agnieszka Więdłocha. Muszę przyznać, że z tej czwórki najlepiej się spisuję właśnie ona. Może też dlatego, że jej postać była najbardziej barwna. Mam z nią ogromny problem, bo mam wrażenie, że ona potrafi grać, ale występuję w samych gównianych filmach. Liczę, że ktoś w końcu da jej szansę zagrać w czymś ambitniejszym. 




Na tym wyjeździe rzecz jasna nasza para zbliża się do siebie i zakończenia możecie się spodziewać. Nie wiem czy zdajecie sobie sprawę ale opowiedziałem Wam przed chwilą cały film. Nie jest to najgorsza rzecz jaką w życiu widziałem. Trwa półtorej godziny, taki typowy tytuł na odmóżdżenie. Debilizmu jest tu sporo ale jakoś dotrwałem do końca. Taki typowy pod Netflixa, jeżeli macie dużo czasu to zachęcam.

Ocena: 3/10

Komentarze

Popularne posty