TYLKO NIE TY
Sydney Sweeney po "Reality" zaczęła mi się bardzo dobrze kojarzyć. Dziś byłem w kinie na dwóch filmach z jej udziałem i moja miłość do niej się zakończyła. Liczę, że jeszcze wróci. Dużo się mówiło o tym filmie przed premierą. Podobno w Stanach osiągnął bardzo dobry wynik. Nic dziwnego. Przed seansem "Madame Web" widziałem właśnie zwiastun do tego filmu i muszę przyznać, że był zachęcający. Także szacun dla ludzi, którzy go zrobili.
Zacznijmy od początku. Bea (Sydney Sweeney) poznaję w kawiarni na lotnisku przystojnego Bena (Glen Powell) i się niby zakochuję. Umawiają się na randkę, po czym po wspólnej nocy ( bez seksu) ona bez słowa wychodzi, ale potem wraca i słyszy jego rozmowę z przyjacielem, gdzie on nazywa ją nikim istotnym. Potem po pół roku znowu się spotykają i lecą do Australii na ślub ich znajomych. Notabene to ślub lesbijski. Nie wiem czemu akurat taki? Te postacie drugoplanowe i tak nie mają tu żadnego znaczenia. Są tekturkami, które nic nie wnoszą. To by nie było takie złe, gdyby pierwszy plan błyszczał. Zupełnie nie widać na ekranie chemii między Sydney a jej ekranowym partnerem. Jedyne co tu dostajemy to szereg głupkowatych sytuacyjnych żartów, które nie bawią.
Sporo osób było na moim seansie, a przez większą część była cisza. Sami widzicie, że nie byłem odosobniony w swoich odczuciach. Zaraz po filmie zacząłem sobie w głowie robić analizę w poszukiwaniu jakichś pozytywów. Nic mi do głowy nie wpadło, bo nawet Sweeney nie daję z siebie wszystkiego. Od pierwszej sceny wiadomo było jak to się skończy. Ten film to zupełna pustka. Pisali o jakichś pikantnych żartach i mocnych scenach erotycznych, Jedyne co tu widzimy to pośladki Bena i sutek Sydney Sweeney w scenie pod prysznicem. Ludzie spodziewali się czegoś innego. Sam trochę dałem się nabrać na to. To nie były dobre walentynki w kinie.
Ocena: 3/10

.jpeg)


Komentarze
Prześlij komentarz