Piękna katastrofa 2
Zaczynamy w momencie, gdy nasza para jest już małżeństwem ( ale takim po pijaku) i jest na terapii z meksykańskim księdzem. Powiedzmy, że to nie najgorszy pomysł. Widzieliśmy już to setki razy ale sto pierwszy zdzierżymy. Niestety potem nie dzieję się nic, to znaczy dzieję, ale głupie i nie mające zupełnie sensu. Miałem takie myśli po kolejnych prymitywnych i nieśmiesznych gagach: gorzej już nie będzie. Każda kolejna scena udowadniała mi, że się mylę. Nawet aktorsko. Dylan Sprouse w pierwszej części znakomicie czuł się w swojej roli i błyszczał. Tutaj jest jakiś zmęczony i poirytowany, Zupełnie brak chemii między głównymi zakochanymi. W pierwszej wyglądało to znacznie lepiej, Nie wiem po co powstał ten film. Jakby ktoś chciał udowodnić, że można zrobić większe gówno od "Aftera". Jeżeli taki był cel, to udało się.
Naprawdę nie widzę tu żadnego dobrego elementu. Nie dość, że film trwa stosunkowo krótko (100 min) to czułem się jak na seansie "Napoleona". Jakby to nigdy się miało nie skończyć. Mówiąc w skrócie. Ten to film to zbiór gagów, które miały być zabawne ale sami wiecie jak to się skończyło. Nie ma tu żadnego napięcia, obaw o los bohaterów, gdyby to jeszcze było zabawne....
Ocena: 1/10




Komentarze
Prześlij komentarz