Madame Web
Kolejny Marvel skupiony na kobiecych postaciach. "Mrs Marvel" wyszedł koszmarnie. Czytałem, że ten film jest jeszcze gorszy od "Morbiusa". Teraz po seansie mogę powiedzieć, że to opinia zupełnie niezrozumiała. Nie jest to wielkie kino ale ja bawiłem się nawet nieźle. Film rozpoczyna się od sceny z przeszłości, gdzie kobieta w ciąży wraz z mężczyzną szukają w dżungli szczególnego gatunku pająka. Tam dochodzi do zbrodni i przenosimy się z akcją 30 lat później.
Śledzimy losy Cassandry (Dakota Johnson), która pracuję jako ratowniczka medyczna. Nagle dostaje wizji, w której przewiduję przyszłość. Za sprawą tego dowiaduję się, że ten gość, o którym wspomniałem powyżej pragnie zabić trójkę młodych dziewczyn. Ona uprzedza wydarzenia i ratuję je. Chodzi tu o to, że ten mężczyzna ma sny, w których widzi jak trzy zamaskowane kobiety go mordują. One jednak jeszcze nie wiedzą o tym, że to zrobią. Także czwórka nieznajomych sobie osób nagle ucieka przed zbrodniarzem. W roli jednej z tych trzech dziewczyn Sydney Sweeney. Muszę przyznać, że podobała mi się tu. Taka niewinna ale i urocza. Generalnie relacja tej trójki dziewczyn miała ogromny potencjał. Uważam, że moglibyśmy nieco dłużej z nimi pobyć, dodałoby to trochę humoru do całej historii.
Wracając do głównej bohaterki. Dakota Johnson widać, że podchodzi do swojej postaci z humorem i dystansem. Lubię ją i ten film spotęgował te uczucie. Mimo, że kojarzy się z Grey'em to jakoś oglądanie jej na ekranie sprawia mi przyjemność. Wiadomo, że sam film jest niedoskonały. Czuć tu klimat lat 90-tych. Nie ma tu niewiadomo jak wielu scen walki. Marvel to Marvel także nie należy się spodziewać cudów. Nie rozumiem wielu krytyków, którzy krytykują na potęgę. Czego wy się spodziewacie? Marvel będzie jak Scorsese albo Tarantino? To papka w samym założeniu. W tym przypadku zjadliwa.
Ocena: 5/10




Komentarze
Prześlij komentarz