Jak ukradłem 100 milionów

 



 Antoni Królikowski, Michał Żebrowski, Mateusz Damięcki, Aleksandra Socha. To naprawdę są duże nazwiska w polskim kinie. Jakim cudem oni się zgodzili zagrać w filmie tak fatalnego reżysera jak Michał Węgrzyn? Jedyny film jaki w miarę trzymał poziom to "Proceder". Ja niestety miałem wątpliwą przyjemność obejrzeć takie dzieła jak: " Blef dokonały", "Gierek" czy "Krime Story. Love Story". Wiedziałem co mnie czeka na sali kinowej ale obejrzałem ostatnio sporo fatalnych rzeczy, jestem świeże po sequelu "Pięknej katastrofy" i wszystko na tle tamtego wydaje mi się nie tak złe, dlatego nie jestem wkurzony po tym seansie. 




Historia skupia się na Edzie (Antoni Królikowski), który dokonuję przekrętu za dużą kasę za sprawą nowo poznanej kobiety. On w tajemnicy przed nią przez rok odsiadywać ma w więzieniu. Mamy szereg ujęć jak rozmawia z nią przez video na telefonie. Udając, że jest w Stanach. W między czasie urządza się w więzieniu poznając nowych znajomych i knując coraz to nowe rzeczy. Nie brzmi to nawet tak koszmarnie, bo to jest zwyczajnie nudnie zrealizowane i na siłę mamy się śmiać z głupkowatych żartów. Często mamy do czynienia z sytuacją, że bohaterzy rozmawiają na jakiś poważny temat a w tle odbywa się jakichś żart, choćby jeden strażnik, który kaszle. To ma być zabawne? Wiele jest tutaj takich zabiegów. Ten film trwa prawie dwie godziny a czułem się jakby trwał co najmniej cztery. Nie było to taka męczarnia jak "Piękna katastrofa 2" ale i tak się nudziłem.




 Nie wiem jakie kwity ma Węgrzyn na decydentów co do doboru kinowego repertuaru ale to jest patologia. Widać, że reżyser chcę nawiązać klimatycznie do konwencji Guy'a Ritchiego, "Kilera" czy tych więziennych seriali a la "Skazany na śmierć" ale wychodzi to karykaturalnie. Zdecydowanie trzymajcie się jak najdalej od twórczości Pana Węgrzyna. To już nawet nie jest uroczo głupie. 


Ocena: 2/10

Komentarze

Popularne posty