Bracia ze stali
Zack Efron rzadko pojawia się ostatnio na jakimkolwiek ekranie. Może dlatego, bo szykował się do tej roli? Miałem obawy przed seansem, że nie będę widział postaci tylko tego umięśnionego i jednowymiarowego Zacka. W tym przypadku wciela się on w rolę Kevina Von Erichsa, który ma kilku braci i niezwykle toksycznego ojca. Ciśnie on chłopaków niemożliwie. Tworzy rankingi na najlepszego syna. Ojciec jest byłym wrestlerem, któremu nie udało się zostać mistrzem świata i teraz swoje niepowodzenie odbija sobie na synach. Każdy z nich ma być najlepszy. Widać, że te chłopaki są pod wpływem ojca i są ofiarami. Niby chwała i sława się pojawia, ale oni są jedynie pionkami rodziciela. Ten, który najciężej pracuję stają się ulubionym synem. Wstrząsająca to historia.
Z początku byłem zaciekawiony, po jakimś czasie zapanowała nuda ale końcowa faza filmu to już cios za cios. To historia oparta na faktach!!! Myślę, że cała historia mogłaby wybrzmieć jeszcze bardziej gdyby była w formie serialu. Każdy epizod to historia stanu psychicznego jednego z braci. Dodając jeszcze mocno niewidoczną osobę matki. Choć jedna z końcowa scen dość jasno zasugerowała nam co ona myślała o wydarzeniach z ich życia. Film przyjmuję konwencję niedopowiedzeń, choć w końcówce wchodzi na takie rejony, które zupełnie nie pasują do tego co było wcześniej, jakby ktoś podmienił reżysera. Nie chcę spojlerować, ale myślę, że po obejrzeniu będziecie wiedzieli o co mi chodzi.
Uważam, że właśnie te niedopowiedzenia są najmocniejszą stroną filmu, są one na tyle sugestywne, ze przynajmniej ja wszystko wyłapałem. Warto jeszcze na koniec powiedzieć, że Ci bracia autentycznie się kochali, nie było tu jakiejś otwartej rywalizacji na norze. Po prostu w tej rodzinie nie było miejsca na szczerą rozmowę, to była dyktatura, dlatego tak tragicznie się to wszystko musiało skończyć. Do tego wątek rzekomej klątwy ciążącej na tej rodzinie. Wiadomo, że to były tylko bajki, ale kto wie....
Ocena: 7/10
.jpg)



Komentarze
Prześlij komentarz