Anatomia upadku

 


Dziś ogłoszono nominację Oscarowe, a ja miałem przyjemność obejrzeć przedpremierowo jedną z wybranych propozycji. "Anatomia upadku" to kino europejskie co warto podkreślić, bo znalazł się w kategorii: Najlepszy film. Teraz już wiem, że zasłużenie. Film zaczyna się niewinnie, jesteśmy świadkami rozmowy dwóch kobiet. Jedna z nich jest dziennikarką, a druga pisarką. W tle na cały dom instrumentalna wersja hitu 50 Centa i Snoop Dogga, Notabene pies pisarki wabi się Snoop (odgrywa tu ogromną rolę). 



 Po chwili rozmowy dostajemy plaskacza i jednocześnie otrzymujemy od twórców zachętę by chcieć oglądać film dalej i by skupiać się na każdym słowie, czynie, sugestii. Ginie w tajemniczych okolicznościach mąż pisarki. Jako, że do śmierci doszło pod domem w górach, to grono podejrzanych ogranicza się do jednej osoby. Niby jest jeszcze syn ale on jest niewidomy także nikt nie bierze go pod uwagę. On przyjmuję tu rolę najważniejszego świadka. Opcję są dwie: albo samobójstwo ale brutalny mord żony. To taki specyficzny dramat sądowy. Na szczęście pozbawiony on jest banałów, tylko epatuję oryginalnym pomysłami. 




Obawiałem się, że na zakończeniu twórcy się wysypią i dadzą nam plaskacza w postaci oklepanej puenty, na szczęście nie potknęli się. Zachwycająca w roli naszej żony (może morderczyni?) jest Sandra Huller. Nominowana w kategorii Najlepsza aktorka pierwszoplanowa. W tym roku wybór naprawdę będzie trudny. Emma Stone (Biedne istoty) zasługuję, Lily Gladstone (Czas krwawego księżyca) również. Ja nie wiem kto najbardziej...




 Najbardziej w "Anatomii upadku" podoba mi się obiektywizm twórców. Nie narzucają nam tego kogo mamy lubić i komu kibicować. Zazwyczaj w tego typu filmach, my widzowie jesteśmy zaszufladkowani do pewnej postaci i za nią trzymamy kciuki, a tu wręcz przeciwnie. Ja do teraz nie wiem kto zabił....


Ocena: 9/10

Komentarze

Popularne posty