To właśnie miłość

 



20 rocznica tego wielkiego hitu świątecznego wybiła w tym roku. Widziałem go wielokrotnie ale nie mogłem odpuścić seansu kinowego i mam po nim sporo wniosków. Po pierwsze: to jeden z tych filmów, gdzie połączenie wielu różnych historii wypaliło. Co nie zmienia faktu, że z każdego z nich można by zrobić osobny film. Trochę żałuję, że nie powstała serialowa wersja tego hitu, bo chciałbym nieco więcej czasu spędzić choćby z Hugh Grantem jako premierem czy emerytowanym rockmanem Billem. Nie mówiąc o wątku Colina Firtha, który zdradzony znajduję  nową miłość w postaci seksownej portugalki i tak o każdym mógłbym powiedzieć. 



Mnie najbardziej po tym seansie zaintrygował ten związany z Keirą Knightley i zakochanym szaleńczą w niej znajomym jej świeżo upieczonego męża. Czy mam się do czego przyczepić? Myślę, że jednak mniejsza ilość wątków, mogła się przysłużyć produkcji bardziej, chyba trochę za dużo dużych nazwisk. Oprócz tych wyżej wspomnianych mamy tu jeszcze Emme Thompson, Liama Neesona czy Rowana Atkinsona. Myślę, że historia nieatrakcyjnego Anglika szukającego przygodnego seksu w Stanach była trochę zbędna. Swoją drogą za Oceanem musieli się wkurzyć, że Amerykanki wyszły tu na łatwe i dające każdemu kto się nawinie. 



Co do plusów. Znakomita obsada, dramaturgia, balansowanie między brytyjskim humorem a ogromem powagi i sprawach gorzkich, bo mamy tu miłość szczęśliwą ale też taką, która się kończy ze względu na zdradę (wątek Alana Rickmana) czy męską miłość (bez podtekstu seksualnego) z czym mamy do czynienia przy okazji Billa i jego menadżera. To był bez wątpienia przełomowy film w historii komedii romantycznych, bo potem powstało wiele przeróbek i projektów o podobnej stylistyce. U nas również, wystarczy przypomnieć sobie "Listy do M.". Żaden jednak nie odniósł takiego sukcesu jak "To właśnie miłość". Uważam, że każdy raz w roku powinien go sobie obejrzeć. Polecam seans w kinie.


Ocena: 8/10

Komentarze

Popularne posty