Rodzinne zamiany (Netflix)

 


Netflix zafundował nam ostatnio wysyp świątecznych filmów. Postanowiłem obejrzeć jeden z nich. Nie miałem wielkich oczekiwań, a jednak czuję niesmak. Mamy pięcioosobową rodzinę. Kobieta bizneswoman Jess (Jennifer Garner), Bill uczy muzyki w szkole a dwójka dzieci prowadzi szkolne życie i generalnie relację w rodzinie pozostawiają wiele do życzenia, choć nie można nazwać ich rodziną patologiczną to raczej takie przyziemne problemy, na zasadzie córka chcę robić karierę w piłce nożnej a matka jest przeciwna, bo boi się rozczarowania, które wpisane jest w różne odważne działania. 



Nagle spotykają starszą kobietę, jakąś wróżkę, która dosadnie ale nie w oczywisty sposób sugeruję, że w rodzinie nie ma zgody i potrzebna jest bliskość oraz pojednanie. Potem wskutek wizyty w planetarium dochodzi do zamiany ciał. Matka jest córką a ojciec synem. Możecie się domyślić, że to jest pożywka do ciągnięcia komediowej konwencji i żartów z tego jak różne są ich wizję życia i funkcjonowania w społeczeństwie. Widzieliśmy już takie rzeczy wielokrotnie i nie mam z tym problemu. Jeżeli są dobre dialogi, ciekawe postacie to da się na tym zrobić pełnometrażowy film. W tym przypadku nie udaję się to. 



 Ja rozumiem, że 13 letnia nie jest emocjonalnie szczególnie dojrzała ale czy musi w skórze matki zachowywać się jak jakaś psychopatka? W wersji męskiej stopień idiotyzmu nie jest tak wielki ale w przypadku kobiet to jest żenada. Nie muszę Wam mówić jak to wszystko musi się skończyć? Mam wrażenie, że od lat ktoś próbuję zrobić film świąteczny, który poziomem doskoczy do "To właśnie miłość"(2003) ale nikomu przez te 20 lat się tego nie udało zrobić. Film od Netflixa to nie jest najgorszy ani najgłupszy film roku ale nikomu nie jest potrzebny do szczęścia.


Ocena: 4/10

Komentarze

Popularne posty