Nóż w nocnej ciszy
My podążamy za Winnie i jej rodziną. Dziewczyna zabija seryjnego mordercę i przenosimy się wydarzeniami rok wprzód. Pomyślałem sobie wtedy: widziałem to w niedawnej "Nocy Dziękczynienia" oby to nie była powtórka z rozrywki. Na szczęście nie była, a może szkoda? Naszej Winnie świat się po tym totalnie zawalił. Rodzina nie przeżywa tej traumy razem z nią a chłopak zaczął potajemnie romansować z jedną z jej koleżanek. Nagle wygłasza życzenie, że "Chcę żeby mnie nie było". Po czym atakuję ją zamaskowany seryjniak a ona ucieka i ratuję ją policjant. Okazuję się, że wydarzenia sprzed roku potoczyły się inaczej i dziewczyny nikt w mieście nie zna a ona wygłasza treści mocno oderwane od rzeczywistości. My oczywiście wiemy, że ona nie zwariowała. To naprawdę było spore pole do licznych żartów i robienia sobie jaj z konwencji horrorowo slasherowej ale nie, poszli jeszcze bardziej absurdalnie.
W tym momencie powiem STOP. Więcej się dowiecie jak pójdziecie do kina, choć nie radzę. Aktorzy w tym filmie to poziom braci Mroczek w "M jak miłość". Montaż jest koszmarny i generalnie cały aspekt pracy kamery. Pierwsza scena mordu nadaję się do kabaretu a nie poważnego filmu. Zanim gość otrzymał cios to już mu krew leciała. To naprawdę tam się dzieję. Kilka razy przecierałem oczy ze zdumienia. Wrzucony na siłę jest też wątek gejowski i nawet lesbijski. Nie wiem czy ten film zasługuję na tyle słów z mojej strony. Nie jest to najgorsza rzecz na świecie ale to ubogi krewny "Nocy Dziękczynienia".
Ocena: 3/10





Komentarze
Prześlij komentarz