Nagle

 


Dużo było ostatnio u mnie komerchy, dlatego dziś postanowiłem dla odmiany napisać o czymś bardziej niszowym ale jakościowo stojącym na wysokim poziomie. Podoba mi się koncept. Dwójka aktorów na ekranie. Nie ma tu nikogo innego, nawet statystów. Zaczyna się film od sceny na łodzi. Para po czterdziestce wyrusza w rejs. Widz zupełnie nie wie: po co? dlaczego? co jest celem? Z czasem poznajemy odpowiedzi, bo nasi bohaterowie wskutek burzy ugrzęźli na bezludnej wyspie. Przeplatają się tu dwa wątki. Z jednej strony poznajemy problemy w związku naszych bohaterów a w drugiej śledzimy walkę o opuszczenie więzienia. 



Mam wrażenie, że dla małżeństwa ważniejsze jest to pierwsze, bo na końcu padają takie słowa z ust bohaterki: "to Ty jesteś moim domem". To piękne słowa i jakże idealnie definiujące ten film. W rolach głównych Melanie Thierry i Gilles Lellouche. Znakomity jest to duet. Uzupełniają się świetnie. Udaję się twórcom stworzyć klimat i napięcie. Oglądając byłem ciekaw co będzie dalej i jak sobie nasza para poradzi. To takie "Cast Away" 20 lat później, choć w sumie tamten film był zupełnie o czym innym i był przesiąknięty amerykańską martyrologią, natomiast tutaj te emocję są bardziej ludzkie i autentyczne. Z jednej strony chciałem by główni bohaterowie doszli do porozumienia ale z drugiej uważałem, że to może być nierealne. Tutaj też pojawia się mój zarzut. 



Patrząc całościowo na relację głównych bohaterów to uważam, że to było nie do uratowania? W filmie wszystko na plus zmienia się w momencie mordu na pingwinach. To okropne, ale przecież musieli coś jeść, prawda? Po tej zbrodni nagle kobieta ponownie zaczyna czuć bliskość z mężem. Czyżby w ich związku brakowało adrenaliny i pewnego rodzaju perwersji? Sporo tu jest materiału do przemyśleń. Kawał solidnego kina. Myślę, że jeżeli chcecie coś poczuć to zachęcam.



Ocena: 7/10

Komentarze

Popularne posty