Ferrari
Michael Mann to reżyser, który dał nam "Zakładnika" (2004), "Gorączkę" (1995) czy "Ostatniego Mohikanina" (1992). Teraz natomiast powraca z filmem o założycielu kultowej marki samochodowej Ferrari. W roli głównej Adam Driver. Nie on jednak jest tu najbardziej interesującą postacią. Prym wiedzie wcielająca się w rolę jego zony Laury Penelope Cruz Jako charakterna a wręcz zaborcza współwłaścicielka budzi strach nie tylko głównego bohatera. Najlepsze sceny filmu to ich rozmowy.
Nie jest to film, która opowiada losy bohatera od dzieciństwa aż do dorosłości i pasma sukcesów oraz porażek. Wchodzimy w akcję, gdy Enzo ma już siwe włosy, co więcej ma kochankę, z którą ma dziecko. Wszyscy o tym wiedzą oprócz Laury. To jeden z głównych wątków filmu. Moim zdaniem najciekawszy, bo ten motoryzacyjny wydaję mi się dość nudny. Enzo ma problemy, bo jego kierowca wyścigowy ginie w trakcie testowego okrążenia. Pojawia się nagle jego następca i wszyscy wróżą mu wielką przyszłość. Ten wątek jednak traktowany jest trzeciorzędnie. Do tego poznajemy przyczynę kryzysu w związku Enzo i Laury. Chodzi o przedwczesną śmierć ich syna Dino. Odszedł w wieku 24 lat.
Nie powiem by był to film, który mnie porwał. Były momenty wybitności ale przeplatały się z bezsensowną paplaniną. Drugi plan dość miałki. Tak jak wspominałem, film nabiera rumieńców, gdy pojawia się Penelope Cruz a tak usypia i nudzi, a życie Enzo Ferrariego było przecież niezwykle interesujące.
Ocena: 6/10




Komentarze
Prześlij komentarz