Raz, dwa, trzy... wchodzisz do gry!

 



Zalała polskie kina sterta nikomu niepotrzebnych horrorów. Tym razem ktoś zakochał się w filmie "Mów do mnie" i postanowił podążyć w podobnym kierunku. Ponownie mamy młodych bohaterów i demoniczny rekwizyt, który przynosi zgubę. Mamy irracjonalne zachowania bohaterów. Moment zagrożenia a 10 letni chłopiec dokonuję w głowie chłodnej analizy jak zabić demona w jego bracie. Twórcy uznali, że aby nam zobrazować sytuację warto w roli narratora obsadzić jedną z głównych bohaterek. Treści jakie wygłaszała, były zupełnie niekompatybilne z jej zachowaniem i czynami na ekranie. Zaczyna się od tego, że bracia odnajdują tajemniczy zabrudzony nóż. W nim kryję się mrok, który przeistacza człowiek posiadającego go w psychopatę, który chcę grać w grę i zabijać. Ile razy widzieliśmy już podobny koncept? 




Największym plusem filmu jest jego długość. Zaledwie 76 minut. To idealny czas na tego typu filmy. Nie ma żadnego długaśnego wstępu, od razu przechodzimy do rzeczy. Choć to zapewne wynikało też z braku wyobraźni i dojrzałości filmowej twórców, bo jednak zazwyczaj wstęp ma za zadanie zbudowanie w widzu sympatii do głównego bohatera i temu byśmy mogli mu z czystym sercem kibicować. Tutaj natomiast mamy postaci, których los był mi totalnie obojętny. Jakby wszyscy zginęli to nic na minus by to w moim życiu nie zmieniło. W jednej z głównych ról zobaczymy Asa Butterfielda, którego możecie kojarzyć z Netflixowego serialu "Sex Education". Moim zdaniem on wypada tu karykaturalnie. Nie jest to najgorszy horror świata ale pytanie brzmi: po co w ogóle powstał?





Ocena: 3/10

Komentarze

Popularne posty