Niewierni w Paryżu

 



Myślę, że nikt kto śledzi filmografię Woody Allena nie ma wątpliwości, że zatracił już dawno swój urok i teraz odcina kupony i robi filmy już tylko dla podbicia swojego ego i własnej samooceny. "Niewierni w Paryżu" to jego 50-ty film. Piękna rocznica ale dość smutna patrząc na pozycję jaką zajmuję obecnie Allen w Hollywood. W zasadzie go nie ma, jest na wygnaniu za sprawą rzekomego molestowania. Ostatni film reżysera, który mnie zachwycił to "O północy w Paryżu"(2011). Teraz po 12 latach powraca do stolicy Francji. Tylko, że tym razem jest to raczej spowodowane tym, że w Stanach nikt już nie chcę z nim współpracować, bo mogłoby to zepsuć im opinię w świecie kina. 



Wracając do najnowszej produkcji Allena. Nie ma tu nic odświeżającego. Ponownie mamy pisarza, który przypomina Allena w kilku elementach, jesteśmy w świecie bogaczy, romantyczne klimaty, szereg nawiązań do sztuki. Tylko zabrakło dobrych żartów. Początkowa faza filmu to najgorsze 45 minut Woody Allena w historii kina. Banał goni banał. Aktorzy zawodzą na każdym polu. Są nudni i irytujący. Dopiero po godzinie mamy znaczący zwrot akcji i on trochę mnie pobudził i zrobiło się ciekawiej. Był to wątek kryminalny. Wrzucony totalnie z czapy i zapewne miało to na celu pobudzenie widza, bo do tej pory wiało nudą.



 Historia skupia się na kobiecie pracującej w firmie aukcyjnej, która spotyka dawnego znajomego ze szkoły i tam dochodzi do romansu. Ona ma męża także sytuacja jest mocno zagmatwana. Do tego on odkrywa to i posuwa się do czynu dość makabrycznego. Widziałem wszystkie filmy Allena z tego schyłkowego okresu ale ten jest zdecydowanie najsłabszy, Zawsze nawet jak fabuła zawodziła to jakiś aktor wznosił się na wyżyny i ratował sytuację. Tym razem nikogo takiego nie było na planie. Mam sentyment do wielu filmów Allena. "Vicky Cristina Barcelona" (2008) czy " Match Point"(2005) to wielkie kino ale trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść.


Ocena: 5/10

Komentarze

Popularne posty