Marvels
Avengers odcinek 1500. Tym razem na tapecie Brie Larson jako Kapitan Marvel. Najbardziej nijaka super postać w tym universum. Generalnie losy tej aktorki są przykre. Zdobyła zasłużonego Oscara za "Pokój" (2015) i jakby zniknęła z pola widzenia. Wróciła za sprawą MCU i co z tego wyniknęło? Ona jest za mało ekspresyjna i zbyt jednowymiarowa by być wybitną aktorką. Tutaj na ekranie towarzyszy jej Kamala, którą możecie kojarzyć z serialu na Disney Plus. Nawet ta postać wypadła nieźle. Dodała trochę życia i serca ale zostało tu wykorzystana dość słabo.
Zaznaczam: nie uważam by był to najgorszy film Marvela. Kolejny problem to czarny charakter. Generalnie od czasu Thanosa na tym polu nie ma nikogo kto godnie zastąpił go na tym polu. Jakieś perspektywy były przy okazji Jonathana Majorsa, no ale jak wiadomo on ma problemy z prawem i raczej już nie wróci. Na plus: długość filmu. Zawsze te produkcję trwały prawie trzy godziny a tu ledwie 100 minut. Nie rozumiem zarzutów ludzi, którzy psioczą na fabułę. To Marvel. Tutaj ten aspekt nigdy nie stał na wysokim poziomie. To lekka i tania rozrywka. Taki zarzut można stawiać postaciom typu David Fincher, Quentin Tarantino, Martin Scorsese czy komuś z podobnej półki jakościowej. Samuel L Jackson po raz kolejny udowadnia, że zupełnie nie pasuję do tego uniwersum. Jako Nick Fury na prawo i lewo rzuca sucharami i tym samym nie wnosi za wiele.
Nawet z Brie Larson spróbowano zrobić śmieszka ale... pomysł nie wypalił. Warto podkreślić, że to taki stricte feministyczny projekt. Za kamerą kobieta, w rolach głównych również. Także już wiem jak odpierane będą krytyczne zarzuty wobec projektu. Uważam, że scenarzyści Marvelowscy mają naprawdę ułatwione zadanie, bo nikt od nich niczego nie oczekują. Mają swobodę fabularną, bo ci zaciekli fani nie wyczekują już z niecierpliwością na sequele. Zdają sobie sprawę, że to uniwersum umarło. Ja nie będę płakał ani tęsknił.
Ocena: 4/10




Komentarze
Prześlij komentarz