Znachor
Ten tytuł nie był mi obcy ale nigdy nie widziałem filmu Jerzego Hoffmana z 1982 roku. Teraz po czterech dekadach na Netflixa wchodzi film o tym tytule w reżyserii Michała Gazdy. Do roli prof. Wilczura wybrano Leszka Lichotę i okazało się to strzałem w dziesiątkę.
Historia opowiada losy rzekomo zmarłego prof. Wilczura, który po pobiciu stracił pamięć i podążał jako ktoś totalnie anonimowy ale charakteryzowało go dobre serce i chęć pomagania ludziom. Miał żonę i córkę. Teraz po latach trafia do miejsca, gdzie ponownie może zabłysnąć swoim medycznym talentem. Dodatkowo śledzimy losy Marysii, która po śmierci rodziców musi jakoś w życiu sobie poradzić. Zmienia się wiele, gdy poznaję młodego hrabię. Ludzie z dwóch różnych światów zakochuję się w sobie. Stara śpiewka. Na pewno to jedna z wad tego projektu. Wątki filmu są banalne i rozwiązanie ich jest takie same.
Ponadto uważam, że dwie godziny dwadzieścia to za długo. Fabuła była na maksymalnie 1;50. Widać, że pod względem realizatorskim mamy wysoki poziom, może nie tak wybitny jak przy okazji niedawnego "Doppelgangera. Sobowtór" ale nie można wiele zarzucić. Klimat tamtych lat również został oddany dobrze. Trochę żałuję, że ten film trafił na Netflixa a nie do kin, bo myślę, że mielibyśmy wielki hit a tak przejdzie to trochę bez echa. Uważam, że to kawał solidnego kina, z którym warto się zapoznać.
Ocena: 6/10




Komentarze
Prześlij komentarz