Pięć koszmarnych nocy ( Five Nights at Freddy's)

 


Słyszałem, że ten film to adaptacja znanej gry. Zupełnie nie miałem pojęcia o jej istnieniu ( chyba jestem za stary) także nie będzie to wpis punktujący niekonsekwencję wobec oryginału. Sam film wygląda profesjonalnie. Aktorzy nieźli, sceny nakręcone również poprawnie, widać budżet. Nie jest to "Slotherhouse...", który wyglądał na film półamatorski pod względem technicznym. Co więc nie zagrało? Fabuła Fabuła Fabuła.... 



Seans trwa dwie godziny i generalnie nie ma tu nic do strachu, śmiechu czy jakiekolwiek rodzaju emocji. Historia skupia się na Mike'u, który jest życiową ofiarą losu. Mieszka razem z siostrą i nie radzi sobie ze swoim życiem. Związane jest to z zaginięciem jego brata z przeszłości. Co zaskakuję o tym, że małoletnia dziewczynka jest jego siostrą dowiadujemy się w połowie filmu. Po co to było trzymane w takiej tajemnicy? Ja przez pół filmu dopowiadałem sobie, że może była jakaś kobieta, która tragicznie zginęła i nasz bohater jest w rozsypce. Takie sztuczne budowanie napięcia. Patrząc na to co potem się "dzieję" to nie dziwię się takiemu zabiegowi. Mike jest wyrzucany z prac co chwilę. Dostaję propozycję na stanowisku ochroniarza w opuszczonym salonie dla dzieci. Tylko czego on tam ma pilnować? Skoro nikt tam się nie zjawia. Do tego mężczyzna co noc ma ten sam sen. My obserwujemy go chyba z cztery razy. Fatalny fabularny pomysł. 



Film ma powolne tempo i generalnie finał nie szokuję. Można było pewnych rzeczy się domyślić. Tylko po co się było głowić? Z całą pewnością są tu jakieś puszczane oczka do fanów gry, ale ja rzecz jasne nie miałem prawa tego zauważyć. Kolejny film, który fanom się spodoba ale postronni widzowie będą kręcić nosem, ale moim zdaniem jest odrobinę lepszy od leniwca...


Ocena: 5/10

Komentarze

Popularne posty