Gen V odc. 3-6
Początkowe trzy odcinki dawały nadzieję, że będzie to najlepszym co zobaczymy na małym ekranie w tym roku, ale tymczasem jak dla mnie nie jest nawet tak w połowie ciekawe jak "The Boys". Sam jestem fanem tego universum ale jakoś nie czekam z niecierpliwieniem na kolejne odcinki. Moim zdaniem największą słabością "Gen V" są postacie. W "The Boys" na ekranie aż kipiało od ego, wyrazistych, mięsistych osób natomiast tutaj to młode pokolenie jest nieprzekonujące i jakoś niespecjalnie za nimi przepadam.
Odcinek szósty przyniósł ciekawy zabieg. Pojawił się w nim Soldier Boy. Wystarczyła jedna scena z nim bym zatęsknił za "The Boys". Ta sekwencja pokazała przepaść z jaką mamy tu do czynienia. Dochodzi jeszcze jedna kwestia. The Boys było czymś nowym. Znakomitą parodią kina superbohaterskiego i było niesamowicie oryginalne. Natomiast Gen V nie posiada efektu nowości. Mamy tu wszystko czego doświadczyliśmy wcześniej. Mamy niby kilka postaci ze szkoły superbohaterskiej, władze uczelni, które mają niecne plany i liczne wątki miłosne itd. Kilka pomysłów zaczerpniętych z "The Boys" czyli żarty ze zmniejszania się. Choćby jak chłopak poprosił dziewczynę by się zmniejszyła dla niego w trakcie seksu i spacerowała po jego penisie. To idiotyczne i prymitywne ale z drugiej strony mnie rozbawiło. Dużo takich żartów tu się pojawia.
Sama historia podąża krok po kroku ale sądzę, że najlepsze rzeczy nastąpią gdy postacie z obu serii spotkają się w jednym. Wtedy będzie ogień i już zacieram ręce. Oczywiście nadal jest to coś wartego obejrzenia ale.... mogło być lepiej.
.jpg)




Komentarze
Prześlij komentarz