Egzorcysta: Wyznawca
Pamiętam "Egzorcystę" z 1973 roku i podobał mi się. Czy miałem oczekiwania przed sequelem? W sumie można użyć tego określenia, bo są dwie postacie, które przypominają nam o tamtym filmie. W każdym razie ja tyle wyłapałem. Użyję łagodny słów: to nie jest wielkie kino. Powiedziałbym nawet, że bardzo słabe.
Przez cały seans niedowierzałem temu co oglądam. Film pocięty nieprawdopodobnie, jakby na ostatnią chwilę montowali. Nie zbudowali napięcia strachu i przede wszystkim postaci byśmy się ich losami przejmowali. Na koniec następuję śmierć i z mojej perspektywy była myśl: ok co mnie to obchodzisz? Zresztą jakby wszyscy główni bohaterowie zginęli to nie płakałbym. Historia tym razem skupia się na dwóch w jednym czasie opętanych dziewczynkach. Na samym początku zniknęły na trzy dni i jedna z postaci stwierdziła, że dziewczynki trafiły do piekła i wróciły. Totalny chaos fabularny. Twórcy kartkują podobne filmy o opętaniu. Zakończenie jedynie odrobinę wyłamuję się ze schematu ale nie uznajcie tego za pochwałę. Było kilka jumpscarrów i nie one są tu największym problemem. To naprawdę trzeba mieć talent by mając w rękach takiego samograja zawalić robotę.
Tu twórcy jakby chcieli nam udowodnić, że oni są w stanie spieprzyć wszystko. Szczerze to niewiele już pamiętam z tego seansu. To było baaaardzo nieangażujące. Nic nie wiemy o siłach nieczystych, które nawiedziły nasze dziewczyny. Po prostu na końcu znikają i tyle. Nawet ksiądz nie jest tu superbohaterem. Warto podkreślić, że za kamerą mamy gościa, który stworzył trylogię "Halloween" także nie miałem wielkich nadziei przed seansem. Zauważyłem w tamtych filmach, że David Gordon Green bardzo lubi sekwencję z dużą ilością osób na ekranie. Sporo było takich tutaj. Także jest konsekwentny. Ponadto po raz kolejny bierze gotowca i nie porywa. Mam więc prośbę do właścicieli kultowych dzieł filmowych, nie dawajcie temu gościowi swoich projektów. Zdecydowanie odradzam wizytę w kinie.
Ocena: 3/10




Komentarze
Prześlij komentarz