Duchy w Wenecji
Pamiętam poprzednie filmy Kennetha Branagha o Herculesie Poirot. Najłagodniej mówiąc nie były one udane. Mam tu na myśli choćby "Śmierć na Nilu". Tym razem dostajemy coś znacznie bardziej ambitnego i skomplikowanego. Główny bohater zostaję poproszony przez znajomą pisarkę by uczestniczyć w seansie spirytystycznym. Ma on zdemaskować oszustkę podającą się za medium. Dla niego to bułka z masłem, bo jest przenikliwy, spostrzegawczy i szaleńczo inteligentny. Dochodzi tam jednak do zbrodni i przy okazji staję w środku intrygi sięgającej dalszej przeszłości. Dostajemy tutaj nawet zalążki horroru. To jest mocno zaskakujące. Nasz bohater w pewnym momencie sam zaczyna tracić zmysły i wierzyć, że siły nadprzyrodzone w rzeczywistości istnieją.
Wszystko to wygląda niezwykle intrygująco ale jakoś nie potrafię zachwycać się tym co obejrzałem. Zdecydowanie przegadany film i usypiający. Zapewne wynika to z klimatu jakiego tu doświadczamy, bardzo powolny i nie zdziwię jak wielu z Was będzie się chorobliwie nudziło. Kilka gongów dostajemy ale potem znowu akcja się zatrzymuję i to zabija rytm. Dlatego nie jestem entuzjastą tego filmu, choć dostrzegam wiele plusów. Aktorsko każdy daję radę, operatorka na wysokim poziomie, co do końcówki to nie jestem zachwycony.
Recenzję raczej są pozytywne i w sumie je rozumiem ale nie podzielam. Uważam, że tu był potencjał nawet na ocenę 9 albo 10 ale zabrakło czegoś ekstra. Nie jestem fanem filmów Branagha. Uważam, że są one profesjonalnie zrobione ale do wybitności brakuję zawsze czegoś. Ten "Belfast" zachwycił krytyków ale myślę, że lepszego filmu już nie zrobi, choć szanuję, że wyciągnął wnioski po swoich słabszych filmach. Polecam sprawdzić samemu i wyrobić sobie zdanie.
Ocena: 6/10




Komentarze
Prześlij komentarz