Bez litości 3. Ostatni rozdział
Zapewne niewielu z was pamięta poprzednie dwie części. Ja sobie ostatnio je odkurzyłem i muszę ze smutkiem stwierdzić, że to nie są pozytywne wspomnienia. Zacznę od czegoś co jest najbardziej oczywiste dla tych, którzy oglądali wszystkie części: ta ostatnia jest najlepsza. Bezdyskusyjnie. Na początek warto wspomnieć o miejscu akcji. Urodziwe sycylijskiego klimaty, do tego twórcy umiejętnie usadowili widza tak, że można poczuć atmosferę tego miejsca. Życzliwi i oddani mieszkańcy. Te czynniki spowodowały, że nasz nadczłowiek Denzel poczuł się jak w domu. Ma on już swoje lata ale nadal ma ten błysk w oku i niesamowitą charyzmę. Nie da się go nie lubić. Widzimy to już w otwierającej scenie, która jest niezwykle obiecująca i rozbudzająca apetyty. Co więcej, uważam, że to najlepsza sekwencja całego filmu.
Od razu mówię, nie ma tu konwencji Johna Wicka, raczej akcja toczy się powoli a scen walki jest zaskakująco niewiele. Każdy cios Denzela jest przemyślany. Tym razem walczy z sycylijską mafią. Na pewno jest to nieporównywalnie lepsze od niedawnego "Ultimatum" z Liamem Nessonem. Co do minusów, to brak zaskoczeń i luki fabularne, ponadto wprowadzenie postaci Dakoty Fanning. Jej obecność w filmie jest nikomu niepotrzebna, Denzel i tak kradnie każdą scenę. Czy polecam? Jeżeli lubicie Denzela i Sycylię to jest to seans dla was.
Ocena: 6/10




Komentarze
Prześlij komentarz