O psie, który jeździł koleją
Widziałem przed seansem liczne zapowiedzi dotyczącego tego filmu. Wiedziałem czego mniej więcej mogę się spodziewać. Oparty jest on na powieści, która osiągnęła sukces. Z tego co jednak słyszałem to w książce piesek był mieszańcem natomiast w filmie widzimy pieska rasowego, który wygląda żywcem wyciągnięty z apartamentu jakiegoś celebryty. Podejrzewam, że twórcy byli pewni, że nikt nie zwróci na to uwagi i po prostu wszyscy zakochają się w piesku. Trudno się nim nie oczarować.
Akcja toczy się właśnie wokół feralnego czworonoga, który lubuję się w podróżach koleją. Jednocześnie śledzimy losy konduktora, który ma chorą córkę, której życie uratuję jedynie droga operacja w Houston. Milion złoty. Rodziny nie stać na to. Film balansuję między taką smutną konwencją a zabawnymi scenkami z uroczym pieskiem, którego pokochał cały internet. Oczywiście mógłbym się przyczepić, że pełno tu szablonów, obciachowych sekwencji ale jakoś lubię ten film. Ogląda się go z uwagą i miło spędza z nim czas. Widać w nim serce i zaangażowanie a to jest klucz do mojej uwagi. Wielu powie, że to tani wyciskacz łez ale moim zdaniem takie filmy też są potrzebne, bo kino to gama emocji.
Aktorsko nie ma dramatu. Widzimy Adama Woronowicz, Mateusza Damięckiego. To dwie najbardziej znane postaci. Nie jestem fanem tego drugiego ale uważam, że poradził sobie nieźle. Czy to jest kino familijne? Nie ma tu żadnych gorszących scen ale myślę, że małoletnie dzieci tego nie kupią. Osobiście polecam sprawdzić. To tylko 95 minut także żadnych męczarni nie ma. Osobiście jestem pozytywnie zaskoczony.
Ocena: 6/10





Komentarze
Prześlij komentarz