Kochanica króla Jeanne du Barry



 Zastanawiam się czy gdyby nie obecność Johnny'ego Deppa to czy ten film trafiłby do kina i na festiwal w Cannes. Sami sobie możecie odpowiedzieć. Myślę, że będziemy podobnego zdania. Zacznijmy od fabuły. Powiedzmy, że początkowy zarys nie jest nawet zły. Jakaś kobieta uchodzi za seksbombę i zostaje kochanką króla Ludwika XV (Johnny Depp). 



Największym problemem jest sposób budowania historii. Każdy wątek na jedną lub pół sceny. Do tego usypiający klimat. Widziałem, że ludzie na sali co chwila zaglądali w telefony. Zapewne odliczając minuty do zakończenia seansu. Depp jest bezbarwny. Główna bohaterka ma swoje momenty ale to nie wystarcza by mnie przekonać, zwłaszcza, że ja nie czułem by ona była jakąś wielką rozpustnicą. Kilka dialogów było nawet zabawnych. Niby miała to być satyra coś a la "Faworyta" ale tamten film miał więcej atutów i tym samym oglądało się go z napięciem a tu modliłem się w myślach oby ta nuda się skończyła. 




Zaskoczony jestem, że Depp wziął w tym udział. Może to po prostu był jedyny projekt, który go chciał po tej aferze. On sam wypada tu bezbarwnie, zawsze myślałem, że Ci królowie to były mega barwne i charyzmatyczne postacie a ten tu taki nijaki. Johnny zdecydowanie bardziej podobał mi się na rozprawie z Amber Heard, może filmy dokumentalne to jego przyszłość? 


Ocena: 3/10

Komentarze

Popularne posty